***HARRY***
- Gotowy? - spytał mnie tata wchodząc do “mojego” pokoju. W odpowiedzi kiwnąłem głową.
- Dasz mi chwilę? Chciałbym się jeszcze pożegnać.. - powiedziałem
cicho. Des wziął moją - nie dużą torbę wychodząc z pokoju i zapewne
ośrodka. Liam podszedł do mnie i mocno mnie przytulił.
- Będę tęsknić, stary. - mruknął cicho, gładząc moje plecy.
- Ja też.. - odpowiedziałem równie cicho. - Wyjedziesz stąd za rok.
Odwiedzisz mnie, prawda? Będę na ciebie czekał tato. - zaśmiałem się
cicho, a Liam zawtórował mi, wprawiając swoje ciało w delikatne drganie,
spowodowane śmiechem.
- Oczywiście, że tak synku. - powiedział odsuwając się ode mnie.
- Powodzenia Hazz. Trzymaj się jakoś. I nie płacz durniu. -
uśmiechnął się czule (w sumie jak zawsze) i zaczął ocierać łzy z moich
policzków.
- Nie chce wyjeżdżać. Ciebie zobaczę dopiero za rok a resztę za dwa… -
powiedziałem cicho i znów go przytuliłem. - Jesteś dla mnie jak brat
Li. Tak strasznie bardzo będę za tobą tęsknił… - powiedziałem szlochając
cicho. Po chwili otarłem łzy i odsunąłem się od niego.
- Wiesz dobrze, że ja też. - znów uśmiechnął się w ten sam sposób. - Powodzenia w nowym życiu Hazz… Niech będzie lepsze niż te.
- Oby. - westchnąłem cicho. – Do zobaczenia Liam.
- Pa, Harry. - pomachał mi i wyszedłem z pokoju.
- Już nigdy tu nie wrócę. - pomyślałem patrząc na drzwi “mojego”
pokoju.. Po chwili znalazłem się na przednim siedzeniu samochodu Desa
obok niego.
- Jesteś pewny? - zapytał odpalając silnik.
- T-Tak. - powiedziałem cicho jąkając się trochę. Odjechaliśmy…
***ZAYN***
Dziwnie się czułem gdy zobaczyłem na sobie wzrok mamy kiedy
wychodziłem. Nie wiem czemu, ale poczułem się.. Um.. Winny? To dziwne,
bo przecież nic nie zrobiłem.. Tak myślę. Byłem właśnie w drodze do
sądu. Z jednej strony się cieszyłem a z drugiej było mi trochę, źle, bo
wiedziałem, że Harry już wyjechał. Mam nadzieję, że wróci. Ale tak w
sumie to nie ma po co skoro Louis będzie siedział a za mną raczej nie
zatęskni… 15 minut później byłem już w budynku. Rozprawa miała odbyć
się o pierwszej a było dopiero w pół do. Przed drzwiami sali było już
kilka osób. Był tam Nick i jeszcze jakiś 2 facetów. Jeden młody a drugi
starszy. Po jakiś 5 minutach podszedł do mnie ten młodszy,
- Um.. Hej. – przywitał się nieśmiało. – Jestem Sebastian. Zayn, tak? – w odpowiedzi kiwnąłem głową i przedstawiłem się.
- Tak, Zayn. – chłopak uśmiechnął się delikatnie.
- Mogę cię na chwilę prosić?
- Jasne. – odpowiedziałem a chłopak odszedł kawałek od miejsca w którym staliśmy, ciągnąc mnie za sobą za nadgarstek.
- Słuchaj Zayn. Nie będę ci zmuszać ani nic, ale proszę cię o jedno.
Wysłuchaj mnie, a potem się zastanów, okej? – kiwnąłem powoli głową. –
Kochasz Harry’ego, tak? – znów kiwnąłem głową. – Chcesz zniszczyć mu
życie? – tym razem pokręciłem przecząco. – To dlaczego to robisz? –
zatkało mnie.
- Ale.. – nie dane było mi dokończyć.
- Ale ja tego nie robię, chce tylko dobrze.-Mruknął, dokańczając za
mnie.- Wiem, ale twoje pojęcie słowa ‘’dobrze’’ nie jest takie samo jak
pojęcie Harry’ego. – zmarszczyłem brwi.
- Do czego zmierza ta rozmowa? – zapytałem powoli.
- Do tego, że jeśli Louis pójdzie siedzieć zniszczysz życie jemu i
Harry’emu. Nie rozumiesz, że on go kocha? Kto wie, może znów zacznie się
okaleczać. I coś mi mówi, że nie zniósł byś tego, więc daj im obojgu
spokój, ok? Nie wtrącaj się w ich życie. – zamknąłem oczy i pomyślałem
chwile. Z jednej strony on ma rację. Zniszczę Harry’emu życie.. Ale z
drugiej w końcu będę miał szansę.. Nie! Nie będę taki samolubny..
Otworzyłem oczy.
- Masz rację. – powiedziałem cicho. – Zniszczyłbym mu życie. I tak..
Nie chciałbym żeby znów to robił.. Znów przeze mnie.. – spojrzałem na
chłopaka. – Pójdę sobie. Wtedy Louis nie pójdzie do więzienia, bo nie
będzie głównego świadka. Dziękuję Sebastian. – uśmiechnąłem się słabo. –
Powodzenia. – powiedziałem po czym szybko wyszedłem z sądu.
- Już nigdy tu nie wrócę.. – powiedziałem do siebie, będąc już na
zewnątrz i patrząc na budynek. Udałem się na przystanek autobusowy. Za
10 minut powinien być autobus, który odwiezie mnie do domu. Nie myliłem
się. Po kilku minutach przyjechał transport. Kupiłem bilet i usiadłem na
drugim siedzeniu patrząc na krople spływające po szybie pojazdu.
- Wyglądają jak łzy Harry’ego gdyby Louis poszedł do więzienia… -
pomyślałem i nim się obejrzałem byłem już na moim przystanku. Do domu
miałem kilkanaście metrów, ale i tak będąc już w domu byłem cały
przemoczony. Mama zaczęła mnie wypytywać czemu jestem już w domu i nie
biorę udziału w rozprawie.. Chciałem jej to wszystko wyjaśnić, ale
zdołałem powiedzieć tylko:
- Później, mamo. – ucałowałem ją w policzek i poszedłem do swojego
pokoju. Ściągnąłem z siebie wszystko i ubrałem tylko świeże bokserki, po
czym położyłem się na łóżku przykrywając swoje ciało kołdrą po uszy. Po
chwili jakimś cudem zasnąłem, śniąc o wspaniałym świecie gdzie jestem
razem z Harrym i jesteśmy szczęśliwi…
***NICK***
- I co? – spytałem Sebastiana gdy podchodził do mnie.
- Udało się. Odpuścił. – uśmiechnął się szeroko mój chłopak.- To
wspaniale, skarbie. – pocałowałem go w nagrodę w policzek. – Teraz
liczmy na to, że sędzia uwierzy, ze to nie Lou i Harry są na nagraniu. –
powiedziałem cicho.
- Uważaj na swojego kolegę, bo znam go i czasem może się obudzić
kiedy będziesz oglądał te nagrania, więc lepiej żebyś kotku tego nie
oglądał albo opanował go. – uśmiechnął się szerzej Seb.
- To twoja wina! Ty go tak nauczyłeś! – zaśmiałem się cicho. - Jak
tylko cię widzi to ma ochotę wstać, ale woli cię nago, - powiedziałem
cicho ze względu na tatę Louis’ego niedaleko. Po chwili patrzenia na
jego twarz pocałowałem go głęboko. Ten chętnie oddal pocałunek. Nasz
pocałunek trwał by dłużej gdyby nie tak przyziemna sprawa jak
oddychanie. Po kilku minutach oderwaliśmy się od siebie.
- Teraz ma jeszcze większą ochotę wstać.. – powiedziałem cicho w jego usta.
- Musisz wytrzymać, kochanie. Obiecuję, że po rozprawie wypieprzę cię
na pocieszenie lub pogratulowanie, co ty na to? – powiedział równie
cicho co ja.
- Ok. Umowa stoi. Całus na przypieczętowanie układu? – wyszczerzyłem swoje zęby w szerokim uśmiechu.
- Chętnie proszę pana. – powiedział po czym znów mnie pocałował.
Pocałunek jednak nie trwał długo ponieważ brutalnie nam przerwano.
- Przepraszam chłopcy, ale najwyższa pora wejść na salę. – powiedział tata Lou.
Z wielką niechęcią przerwałem pocałunek i pocałowałem chłopaka jeszcze parę razy.
-Tak praktycznie to wchodzę tylko ja. – powiedziałem odwrócony w stronę pana Tomlinsona.
- Och, dobrze w takim razie zapraszam. – odpowiedział otwierając wielkie ciemno brązowe drzwi z drewna.
- Pa, kochanie. – złożyłem jeszcze jeden krótki pocałunek na ustach
Sebastiana po czym wszedłem na salę i usiadłem na krześle. Tata
Louis’ego poszedł na miejsce obrońcy – obok syna. Po chwili jakaś
starsza pani powiedziała:
- Proszę wstać. Sąd idzie..
_________________________
Jeżeli chcecie być informowani, zostawcie w komentarzu swój username!
Mój twitter:
@zaynakamyangel
Beta:
@niallerekPrzypominam, że opowiadanie publikowane jest także na
tumblr
Wiktoria x