28 lutego, 2013

Rozdział 41


***HARRY***

Po niedługim czasie obudziłem się obok Lou. On już nie spał. Zaproponował, żebyśmy gdzieś wyszli razem. Na spacer, do kina lub na kolację. Zgodziłem się, więc zaczęliśmy się ubierać. Ja założyłem białą koszulkę oraz czarną marynarkę i obcisłe spodnie, a Tommo również czarne i obcisłe spodnie, szarą koszulę i jeansową kurtkę. Teraz ja na Niego czekam, bo musi się uczesać. To zabawne... Będąc na dole usiadłem na kanapie, a właściwie na jej boku. Nagle do drzwi zadzwonił dzwonek. Wstałem i je otworzyłem.
-Cześć Zee. -powiedziałem z uśmiechem.
-Hej, musimy porozmawiać. O czymś ważnym. -oznajmił poważnym tonem. Był lekko zdenerwowany.
-Teraz? -zapytałem.
-Tak, teraz.
-Wejdź. -zaprosiłem go ruchem ręki do środka.
-Wiem o Tobie i Louisie.
-Co? -byłem zdziwiony.
-Wiem o Tobie i Louisie. -powtórzył. -Nie martw się, już niedługo to się skończy. -objął mnie, a ja wydostałem się z jego ucisku.
-O czym Ty mówisz?
-Posłuchaj Harry. Od dawna chcę Ci to powiedzieć, ale myślę, że jest lepszy sposób niż mówienie. -przybliżył się do mnie powoli i jego wargi dotknęły moich. Pocałował mnie, a ja stałem odrętwiały z zaskoczenia. Usłyszałem, że po schodach zszedł Lou. Odepchnąłem Zayna.
-Kocham Cię. Teraz będziemy razem już tylko Ty i ja. Tomlinson nie będzie Nam przeszkadzać. -zaśmiałem się histerycznie.
-Zayn! Przykro mi, ale ja Cię nie kocham. Skoro już o wszystkim wiesz to powiem Ci prawdę. Kocham Louisa. Do Ciebie też czuję miłość, ale przyjacielską, bratnią... Nic więcej. I proszę, wyjaśnij mi o czym Ty mówisz! -wyciągnął z kieszeni komórkę i włączył filmik, na którym byłem ja i Lou. Moje policzki zaczęły robić się czerwone.
-Malik!? Skąd to masz? -krzyknął Tommo podchodząc bliżej.
-Teraz już nie tylko ja to mam. Nagrałem dzisiaj. -stwierdził bez jakichkolwiek emocji.
-Jak to nie tylko Ty? -odezwałem się.
-Doktorek nie wie? Podpowiem. Sądzę, że wiesz co nieco o legalności tego co działo się tu dzisiaj. Ja wiem na tyle dużo, żeby mieć pewność, iż ktoś się tym zajmie. Już niedługo zobaczę Cię skutego w kajdany, wiesz co to będzie dla mnie? Najprzyjemniejszy widok w życiu -zwracał się do Lou. Z moich oczu pociekły łzy.
-Ufałem Ci. Myślałem, że jesteś moim przyjacielem...
-Hazz...
-Nie przerywaj mi! Myślałem, że jesteś moim przyjacielem. Myliłem się... Jednak ludzie się nie zmieniają. Powinienem był to wiedzieć! Jesteś zwykłym draniem! Dlaczego po raz kolejny niszczysz mi życie!? Jakim prawem? Wybaczyłem Ci już raz. O jeden raz za dużo... Wynoś się! Nie chcę Cię nigdy więcej widzieć! Rozumiesz!? Wynocha! -mówiłem przez łzy. Lou mnie objął.
-Harry, proszę, uspokój się... Nie mów tak...
-Jak mam nie mówić!? Mam nie mówić prawdy? -krzyknąłem znowu.
-Ja Cię kocham...
-Nie, Ty mnie nie kochasz. Jeśli się kogoś kocha, to chce się szczęścia tej osoby. Bez względu na wszystko. Ty chcesz tylko, żebym nie był z Lou i był z Tobą. Jesteś samolubny. Myślisz tylko o sobie! Nienawidzę Cię. Wynoś się!
-Proszę... -mówił przez łzy proszącym głosem.
-Myślę, że powinieneś już iść. -dodał Tommo i objął mnie. Widziałem, jak Malik wychodzi przez drzwi. Mocniej się wtuliłem w mojego ukochanego.
-Co teraz będzie?
-Nie wiem Hazz, nie wiem... Nie płacz, proszę. Dla mnie. -otarłem szybko łzy i spróbowałem się uśmiechnąć, choć to nie było takie proste.
-A gdybyśmy wyjechali na jakiś czas? -rzuciłem propozycję.
-Ucieczka to nie rozwiązanie. To wszystko moja wina...
-Nie Lou, to niczyja wina. Jeśli ktoś ma być winny to tylko ja. -oznajmiłem.
-Pozostańmy przy opcji, że to niczyja wina. Albo Malika... -usłyszałem pukanie do drzwi. Spojrzałem na Lou.
-Pocałuj mnie. -powiedziałem. Jego ręce wylądowały na mojej talii, a moje na jego ramionach. Spojrzałem w jego błękitne oczy, które patrzyły na mnie. Przybliżyłem swoją twarz do jego na tyle, by słyszeć jego oddech. Nasze czoła się stykały. Po chwili nieśmiało położyłem moje usta na jego, delikatnie je dociskając. Jego wargi oplotły moje. Nasze ruchy były powolne. Przybliżyłem moje ciało do jego pragnąc bliskości, wtedy nasz pocałunek stał się głębszy i bardziej żywiołowy. Po jakimś czasie zaczęło Nam brakować tchu. Delikatnie i bez pośpiechu oderwaliśmy od siebie nasze usta.
-Kocham Cię. -szepnąłem.
-Ja Ciebie też. Pamiętaj, że nie ważne co się stanie, ja wciął będę Cię kochać tak samo mocno. Bez względu na wszystko.
-Policja! Proszę otworzyć drzwi! Inaczej wejdziemy sami! -dobiegały krzyki z zewnątrz. Powtarzają to już przez dosyć długi czas. W końcu klamka się poruszyła, a obok Nas znalazł się mężczyzna w mundurze z kajdankami. Zakuł Lou ręce z tyłu, a ja nie kontrolowałem łez.
-Louisie Tominsonie, jest pan aresztowany pod zarzutem molestowania seksualnego, pedofilii, gwałtu na nieletnim, zmuszania do współżycia, przemocy wobec nieletniego oraz aktów seksualnych na nieletnim. Masz prawo zachować milczenie. Wszystko co powiesz, może zostać użyte przeciwko Tobie. -Tommo nic nie mówił, patrzył na mnie, jakby wiedział, że długo się nie zobaczymy. Czy to miało być nasze pożegnanie? Nie chciałem tak o tym myśleć. Po chwili obok mnie zjawiła się pani kurator z pytaniem, czy wszystko w porządku. Nie odpowiedziałem... Lou był prowadzony przez drzwi i spojrzał na mnie odwracając się. Bezgłośnie powiedział, że mnie kocha. Odpowiedziałem mu tym samym. Sądzę, że ktoś to zauważył. Mam nadzieję, że nie będzie to kolejny problem...


***LOUIS***

Było mi tak smutno widząc łzy Harry'ego. Chciałem być przy nim. Obiecuję, że gdy tylko to wszystko się skończy Malik mnie zapamięta. Ręce skute z tyłu kajdankami z twardego metalu nie są najwygodniejszą ozdobą. Staram się myśleć, że to ozdoba. Nie mam pojęcia co zrobić. Na razie wiem jedno. Nie mówić nic bez prawnika. Tata kiedyś mi to kiedyś powiedział tak na 'wszelki wypadek'. Ja prawdopodobnie będę w areszcie. Nie powinni posyłać mnie do więzienia bez wyroku sędziego. O mój Boże! W co ja się wpakowałem!? Dopiero teraz to do mnie dociera! Może inaczej to określę. Malik mnie w to wpakował. Nie znam żadnego prawnika! Nie chcę tu być! A co z Hazzą? Nawet się nie zorientowałem, kiedy dotarliśmy pod szary budynek i kazano mi wysiadać. Posłusznie to zrobiłem spuszczając głowę w dół. Od razu po wejściu zostałem pozbawiony telefonu, kluczy, portfela i innych rzeczy znajdujących się w moich kieszeniach. Zabrano mnie do pokoju przesłuchań i tam wreszcie rozkuto. Miło było móc ruszyć rękami. Usiadłem znudzony ze  świadomością, że nie powiem ani słowa. Po wielu pytaniach od mężczyzny w mundurze i mojej ciszy, wreszcie się odezwałem.
-Nie powiem nic bez adwokata, a poza tym mam prawo do jednego telefonu.
-Proszę, proszę... Ktoś tu ogląda seriale kryminalne! -zaszydził ze mnie. -W porządku, możesz zadzwonić. -z półki zdjął telefon stacjonarny z kablem i położył go na stoliku przede mną. Zastanowiłem się przez chwilę do kogo zadzwonić. Wybrałem w końcu numer mojego przyjaciela.
-Nick? Proszę, nie rozłączaj się! -powiedziałem do słuchawki.
-Tommo! Nie miałem takiego zamiaru, złotko. Jak tam u Ciebie i Harry'ego?
-Nie czas na pogaduszki. Musisz mi pomóc! -starałem się mówić tak, by komisarz nie usłyszał. Jednak to było nie możliwe, bo w pomieszczeniu echem odbijał się nawet dźwięk ze słuchawki.
-Mów o co chodzi. -odpowiedział.
-Jestem w areszcie. Nie mów nic głupiego, bo ktoś mnie podsłuchuje. -uśmiechnąłem się do policjanta, dając mu znać, że mówię o Nim. On zaczął tylko gwizdać rozglądając się po pokoju.
-W coś Ty się wpakował!? -krzyknął.
-Spokojnie Nick. Posłuchaj uważnie. Załatw mi dobrego prawnika. Jeśli nikogo nie znasz to zwróć o pomoc się do mojej mamy, jest w Londynie. Jej numer znajdziesz w moim notesie. Wiesz gdzie jest. Sprawdź co z Harry'm. Martwię się o Niego. Możesz też załatwić mi zwolnienie z pracy na jakiś czas i powiedzieć Dani, gdzie jestem. Jeśli masz czas to odwiedź też Malika i podziękuj mu ode mnie za wszystko co dla Nas zrobił. Dowiesz się co mam na myśli. Muszę kończyć, bo pewien bardzo miły człowiek mówi, że mój czas minął.
-I jak? Rozmowa się udała? -zapytał policjant.
-Udałaby się, gdyby ktoś mi nie przeszkodził. Swoją drogą... do twarzy panu w niebieskim.
-Jeśli myślisz, że uda Ci się podlizać to się mylisz.
-Nawet nie próbowałem! Proszę spojrzeć w lustro, ta koszula podkreśla pańskie oczy, panie... Jaki pan ma stopień służbowy?
-Podkomisarz.
-Brawo! To wysokie stopień, prawda? Niech mi pan opowie, jak udało się panu go zdobyć w tak krótkim czasie. Jest pan jeszcze bardzo młody. -wciąż kontynuowałem moją grę. Nie mam pojęcia jaki był jej cel...
-To długa historia... Najpierw... -ktoś wszedł do pomieszczenia i powiedział, że powinienem już trafić do celi. Ponownie moje ręce znalazły się w kajdankach. Po krótkim spacerze wewnątrz posterunku dostałem moje miejsce. Odetchnąłem z ulgą, gdy cele okazały się być pojedyncze. Ucieszyłem się na widok łóżka, bo to twarde krzesło zdecydowanie nie spodobało się moim pośladkom. Moje dłonie zostały rozkute po raz kolejny i usiadłem na pryczy. Małe okienko pod sufitem przypadło mi do gustu. Przeniosłem lekko krzesło i stanąłem na nim wygądając na zewnątrz. Było już całkiem ciemno. Spojrzałem w gwiazdy. Ciekawe gdzie teraz jest mój Hazz... Tęsknię za Nim.


***LIAM***

Dowiedziałem się, że dziś dostanę nowego kolegę do pokoju. Kilka tygodni byłem sam, bo Jaymi miał już osiemnaście lat i nadszedł czas jego samodzielności. Niecierpliwie czekałem. Cieszyłem się na kogoś nowego w moim otoczeniu, bo wiele osób znanych mi do tej pory już tu nie mieszka. Przez te lata różni ludzie przychodzili i odchodzili. Tylko ja zawsze tu jestem i czekam. Wiem, że chłopak, który będzie ze mną mieszkać na początku nie będzie zbyt wesoły. Jak większość, która tu trafia. Każdy z nich traci kogoś bliskiego. Nie ważne w jaki sposób, ani na jak długo... Ja również cierpiałem, byłem małym chłopcem gdy moi rodzice zginęli. Z czasem znalazłem przyjaciół, ale mimo to nigdy tak na prawdę nie byłem w pełni szczęśliwy. Od zawsze brakuje mi ciepła rodzinnego, wspólnych świąt, wygłupów, prezentów... Wszystkiego. W drzwiach pojawiła się Maggie z torbą, którą położyła na wolnym łóżku. Po niej do pokoju wszedł chłopak z lokami, który wyraźnie był przybity. Jego oczy były czerwone, najwyraźniej od łez. Kiedy opiekunka wyszła podszedłem do Niego i podałem mu rękę.
-Jestem Liam. -uśmiechnąłem się pocieszająco.
-Harry. -również próbował się uśmiechnąć, ale nie wyszło mu to zbyt dobrze.
-Miło mi Cię poznać. Pamiętaj, jeśli będziesz potrzebował pomocy lub rozmowy jestem tuż obok. -wskazałem na moje łóżko.
-Dziękuję. Wybacz, ale na razie nie skorzystam.
-W porządku. Rozumiem. -Loczek wydawał się być miły. Zachował się normalnie. Tak jak większość. Usiadł na swoim łóżku i spojrzał na zegar wiszący nad drzwiami.
-Kolacja będzie za pół godziny. -oznajmiłem. Pokiwał głową i objął swoje kolana rękami, jednocześnie chowając w nich głowę. Nie wiem nawet ile ma lat, ale wygląda na kogoś w wieku zbliżonym do mojego.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------
Wreszcie udało mi się napisać coś długiego! YAY! Wasza opinia mi się przydała. Jak już mówiłam 'dodaje motywacji'. Na tym rozdziale pojawia się problem, bo nie wiem sama co będzie dalej. Luka w scenariuszu (jeśli mogę to tak nazwać). Biała strona, na której nie wiem co napisać. Może wkrótce wpadnie mi coś do głowy. Okaże się. Pozdrawiam!

26 lutego, 2013

Rozdział 40 część 2


***ZAYN***

Zrobiłem to... Wyjąłem z kieszeni telefon komórkowy i włączyłem nagrywanie. Nie mam jeszcze pojęcia co będzie dalej. Na pewno nie pozwolę, by Louis był blisko Harry'ego. Widok, na jaki patrzyłem sprawiał mi ból. Osoba, którą kocham z kimś innym. I to jeszcze w taki sposób. Ciekawe od jak dawna to trwa... Ta myśl mnie przeraziła. Może Loczek nie chce tego robić? Bingo! Zajrzałem na ekran telefonu. Mam już dwie minuty, powinno wystarczyć. Swoją drogą, gdybym to ja był na miejscu Tomlinsona... Nie powinienem teraz o tym myśleć. To wyobrażenie jest bardzo... gorące. Najciszej jak tylko mogłem wyszedłem z domu. Na progu ogarnąłem się lekko i rozejrzałem dookoła. Świecące słońce nie było teraz pogodą pasującą do mojego nastroju. Nie obraziłbym się o burzę z piorunami. W drodze do domu zastanawiałem się co zrobić z filmikiem. Do głowy wpadł mi pomysł. Gdy dotarłem na miejsce przywitałem się z mamą i poprosiłem, aby mi nie przeszkadzała. W moim pokoju włączyłem laptopa, a następnie znalazłem w kieszeni komórkę. Gdy filmik się przesłał postanowiłem go obejrzeć. Nie powinienem był tego robić, bo w moim sercu wywołuje on tylko żal, a w oczach łzy. Otarłem szybko oczy i zgrałem nagranie na płytę. Wziąłem do ręki marker i podpisałem ją 'Louis Tomlinson i Harry Styles'. Na białej kartce natomiast spisałem adres i dodałem notkę o ich sytuacji prawnej. Schowałem wszystko do szarej koperty, którą zakleiłem taśmą. Wykonałem jeszcze jedną kopię na dysk CD. Z szafy wygrzebałem czarną bluzę. Dodatkowo znalazłem okulary i bandamkę. Schowałem je do kieszeni, a kopertę wziąłem do ręki. Będąc niedaleko celu założyłem moje rekwizyty na twarz. Wszedłem do budynku i bez słowa położyłem mój dowód na biurku przed panią w mundurze. Zapytała o coś, ale nie odpowiedziałem szybko wychodząc. Mam tylko nadzieję, że to co dziś się działo w domu Tomlinsona zalicza się do przestępstw, a ludzie na policji nie użyją nagrania jako filmu pornograficznego. Powinienem zobaczyć się z Harry'm. Zrobię to za kilka godzin. Nie mam zamiaru im przerywać. Nadszedł czas, by o czymś mu powiedzieć. Najpierw jednak ponownie spotkam się z Eleanor. Dam jej kopie tego filmiku i niech robi z Nim co chcę. Nie mam zamiaru z nią współpracować. Dam sobie radę. Już to zrobiłem. Mimo iż wiem o ich związku mniej niż kilka godzin. Ona od tygodni, może nawet miesięcy i nic nie zrobiła by to przerwać. Wybrałem jej numer telefonu i zapytałem, czy możemy się spotkać. Oznajmiła, że wciąż jest tam gdzie podczas naszej rozmowy. Minęły dwie godziny... Co ona tam robi tyle czasu? Mniejsza z tym... Szedłem w tą stronę, a gdy moim oczom ukazała się kawiarnia wszedłem do niej.
-Nic nie będę zamawiać. Nie lubię kawy. -odezwałem się zanim powiedziała cokolwiek.
-To może herbaty? -zapytała miło.
-Nie mam ochoty. Proszę. -podałem jej płytkę z filmikiem. Nie mam pojęcia dlaczego to robię, ale może gdzieś w mojej głowie ma to jakiś sens.
-Co to?
-Filmik, na którym Louis i Harry się pieprzą. -powiedziałem prosto z mostu udając, że to nic ważnego.
-Malik, po co mi to?
-Nie wiem, rób z tym co chcesz. Moja kopia już jest w odpowiednim miejscu.
-O czym Ty mówisz? -prawie krzyknęła.
-Już niedługo Tomlinson wyląduje za kratkami. Harry będzie wtedy tylko mój... -miałem zamiar już iść.
-Co ja Ci mówiłam? Możesz robić z Harry'm co chcesz, ale Louisowi ma się nic nie stać!
-Nic mu nie będzie. Może dostanie niski wyrok. Aaa, jeszcze prawo do wykonywania zawodu. Jeden lekarz mniej na świecie nie zrobi różnicy. -byłem w tym momencie dumny z siebie i uśmiechałem się myśląc o moim pomyśle.
-Nie mam ochoty czekać na Niego lata, aż wyjdzie z więzienia! Jeśli nie będzie lekarzem, to co będzie robić? Zayn, ja nie chcę być żoną śmieciarza! -złapała mnie za koszulkę i lekko mną potrząsnęła.
-Trochę na to za późno. Wybacz, ale na mnie już czas. Ktoś musi być przy Loczku w tym trudnym momencie. -aktorsko złapałem się za serce i udałem, że wycieram łzę. Zdjąłem jej zaciśnięte pięści z mojego ubrania, a na pożegnanie zaśmiałem się ponownie i wyszedłem. Sądzę, że mogę już odwiedzić nasze gołąbeczki.


***HARRY***

Leżałem na boku wtulony w tors Louisa, wciąż ciężko oddychając. Wszystko mnie bolało, ale nie zwracałem na to uwagi, przynajmniej w tym momencie. Lou leniwie bawił się moimi loczkami. Podniosłem głowę tak, bym mógł dosięgnąć jego ust. Chciałem czuć ich smak jak najdłużej.
-Podobało Ci się? -zapytał po chwili.
-Było wspaniale.
-Musimy to kiedyś powtórzyć... -powiedział, po czym obrócił Nas i położył się na mnie. Na moim ciele poczułem mokre pocałunki, ale jednak zdecydowanie wygrywało odczucie z moich tylnych części.
-LouLou? Możesz ze mnie zejść? -szybko oderwał się ode mnie zaniepokojony.
-O co chodzi? Coś... nie tak?
-Sądzę, że moje plecy tego nie zniosą.
-Aaaa, no tak. Masz rację. Poczekaj, zaraz wracam. -pocałował mnie pośpiesznie wychodząc z pokoju. Lubię, gdy chodzi nago. Zwłaszcza kiedy jest tyłem do mnie.
-Chodź, weźmiemy prysznic, a potem zrobię Ci masaż. -pomachał mi przed twarzą buteleczką oliwki dla dzieci.
-Hmm, kusząca propozycja. Chyba nie jestem w stanie odmówić. -wstałem lekko i złapałem jego rękę. Nie sądziłem, że będę mieć jakiekolwiek trudności z poruszaniem się. Myliłem się, ale było warto. Nasz wspólny prysznic wyglądał dosyć normalnie. Woda była chłodna, więc poczułem ulgę na całym ciele. Wytarliśmy na wzajem nasze ciała i wróciliśmy do pokoju. Nad łóżkiem wciąż wisiała lina. Ten hak to dobry pomysł... Położyłem się na brzuchu, a Lou usiadł okrakiem na moich biodrach.
-Przez chwilę może boleć, ale powinieneś poczuć ulgę. -wylał na rękę oliwkę i rozsmarował nią obie dłonie. Następnie przyłożył je do moich łopatek, a ja cicho syknąłem z bólu. Jego dotyk był delikatny i powolny. Po chwili masaż zaczął być przyjemny. Przynajmniej w tym miejscu... Z każdym zejściem jego rąk niżej ponownie trochę bolało, ale za każdym razem przestawało. W końcu we wszystkich miejscach moich pleców czułem lekką ulgę. Mój chłopak jednak nie przerywał.
-Gdzie się tego nauczyłeś? -zapytałem.
-Tu i ówdzie... -po chwili skończył ruchy swoich dłoni i zszedł ze mnie. Obróciłem się lekko na bok i tak jak poprzednio mogłem położyć głowę na jego klatce piersiowej.
-Kocham Cię. -powiedział.
-Ja Ciebie też kocham. -Byłem zmęczony. On również. Szybko zasnąłem czując go przy sobie. Czując jego ciepło, zapach, dotyk. Słysząc jego oddech, a niekiedy lekkie pomrukiwanie...
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------
Witajcie ponownie! Druga część skończona. Mam nadzieję, że Wam się podoba i nie zabijecie mnie za ten rozdział. Pozwalam za to wykończyć Malika i Calder. Dziękuję za wszystkie miłe komentarze. Ponownie była ich spora liczba. Nie przedłużam już... Pozdrowienia! .xx

22 lutego, 2013

Rozdział 40 część 1


***LOUIS***

Wreszcie wróciłem w pracy. To dobijające, żeby całe majowe dnie spędzać w szpitalu. Hazz skończył naukę dziś wcześniej, ze względu na chorobę jednego z nauczycieli. Współczuję, żeby taki piękny dzień spędzać w łóżku lecząc jakąś wredną chorobę. Przekraczając próg domu poczułem przyjemny zapach. Harry jest kochany, najwyraźniej znowu zrobił obiad. Zdjąłem buty i położyłem teczkę przy drzwiach. Gdy wszedłem do kuchni widok mnie nie zaskoczył. Hazz tym razem co prawda miał na sobie ubranie, ale na wierzch ubrał ten śliczny, różowy fartuszek. Objąłem od tyłu zajętego kucharza, a gdy tylko lekko obrócił głowę pocałowałem go w policzek. Przywitał się ze mną czule odwracając się przodem do mnie i całując w usta, a ja pogłębiłem nasz pocałunek sprawiając, że nie był już słodki i niewinny. Nagle chłopak kazał mi iść umyć ręce. Na obiad przygotował zapiekankę, która była wyśmienita. Zjedliśmy ją podczas codziennej rozmowy opowiadając jak nam minął dzień. Podziękowałem za pyszny posiłek, a Harry zabrał talerze. Wstaliśmy od stołu idąc w stronę salonu.
-Mam pomysł. -powiedział przytulając mnie tak, że jego twarzy była tuż przed moją.
-Jaki? -potarłem mój nos o jego. Eskimoski pocałunek.
-Dziś spełnię Twoją największą seksualną fantazję. Nie ważne co to jest i jak jest dziwne lub szalone. -pocałował mnie.
-Jest taka jedna rzecz, ale...
-Nie ma żadnego 'ale'. Chcę Ci sprawić przyjemność.
-I sobie przy okazji też. Na pewno jesteś gotowy na wszystko? Cokolwiek to nie będzie? -zapytałem uśmiechając się zadziornie.
-Z Tobą oczywiście, że tak.
-Poczekaj chwilkę. -poszedłem do kuchni i wyjąłem z szafki chusteczkę. Nasączyłem ją jednym z płynów, jaki wyjąłem z mini domowej apteczki. Okej, nie takiej mini, bo niewiele osób ma w domu takie leki jak my. -Ufasz mi? -powiedziałem, gdy wróciłem do mojego chłopaka.
-Tak. W zupełności. -stwierdził, a ja wyjąłem zza mojego tyłu chusteczkę i przyłożyłem ją do twarzy Loczka. Po kilku sekundach jego ciało było wiotkie i opadł na mnie. Wziąłem go na ręce i zaniosłem do pokoju. Mam nadzieję, że go nie wystraszę moim pomysłem. Gdy tylko powie 'nie' skończymy to co mam zamiar zrobić. Chociaż liczę, że mój pomysł się mu spodoba chociaż troszkę... Jest taki słodki kiedy śpi.


***ZAYN***

Gdy byłem przed domem Louisa zastanowiłem się czy posłuchać Eleanor. Chciałem zapukać, albo zadzwonić. Jednak tego nie zrobiłem. Cicho nacisnąłem klamkę. Drzwi były otwarte. Wszedłem do środa i rozejrzałem się. Było cicho. Może nikogo nie ma? Ktoś jednak musi być bo nikt nie zostawia pustego domu otwartego. Pomyślałem co mówiła Calder. Będą na górze. Niemal na palcach stanąłem na pierwszym schodzie. Potem na następnym. I jeszcze jednym. Zacząłem słyszeć jakieś dźwięki. Przyspieszyłem kroku starając się nie zachowywać głośno. Gdy byłem na górze ponownie się rozejrzałem. Wsłuchałem się w odgłosy i przełknąłem ślinę. Czyżby dziewczyna miała rację? Niepewnie stawiałem kroki w stronę pokoju Louisa, skąd dobiegały dźwięki. Drzwi były przymknięte. Podszedłem trochę bliżej i zaniemówiłem. Szybko schowałem się za ścianą, żeby nie było mnie widać. Wylądowałem na kolanach i ponownie zajrzałem do pokoju. Do moich oczu pociekły łzy. Ja nie płaczę... Zwykle nie płaczę. Widziałem nagiego Harry'ego podwieszonego pod sufitem nad łóżkiem w pozycji klęczącej i Louisa z batem w ręku. Loczek wręcz błagał o więcej, używając formy 'panie Tomlinson'. Nie miałem ochoty na to patrzeć, ani słuchać tych jęków. Zasłoniłem uszy rękami kręcąc głową z niedowierzaniem. Dlaczego Hazzie jest z Nim? Dlaczego to robią? Nic nie rozumiem... Wciął płakałem. Jestem wściekły, czuję żal i zazdrość, a zarazem smutek i miłość. Co mam zrobić? Mam broń, mogę jej użyć i wszystko będzie z głowy. Nie będzie już Louisa i Harry'ego. Nie będzie już Louisa i Harry'ego -powtórzyłem w myślach, aż zrozumiałem sens tego zdania. Czy to na prawdę dobre wyjście? Dobre rozwiązanie? Może powinienem po prostu wyjść i zapomnieć o tym co tu ujrzałem. Nie mogę tak. Nie chcę. Nie potrafię. Zacząłem grzebać w kieszeniach, aż znalazłem to czego szukałem. Wychyliłem się za próg i byłem gotowy to zrobić. Przełknąłem ślinę ponownie patrząc przez załzawione oczy na widok przede mną i po prostu to zrobiłem nie zważając na nic...
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Witajcie! Wiem, że ten rozdział jest bardzo bardzo bardzo krótki, ale postanowiłam podzielić całość na dwie części. Sądzę, że w ten sposób będzie ciekawiej. Co do drugiej części- jeszcze jej nie zaczęłam. Zapewne trochę to potrwa, ze względu na mój chwilowy zanik chęci do pisania. Dziękuję za 19 komentarzy, to rekord tego bloga. Nie spodziewałam się, że będzie tego aż tak dużo. Pozdrawiam!