***TROY***
Obudziłem się i nie miałem ochoty wstać. Pogoda wyjątkowo dziś nie dopisuje, mimo iż Los Angeles jest słonecznym miastem. Idealny dzień na spędzenie go w łóżku z książką lub oglądając telewizję. Usłyszałem dźwięk dzwonka telefonu. Spojrzałem na wyświetlacz i okazało się, że to moja żona. Szybko odebrałem.
-Cześć kochanie, jak się...? -przerwała mi.
-Nie mów tak do mnie. Nie dzwonię, żeby marnować czas na pogaduszki z tobą.
-Przeprosiłem przecież.
-To nie wystarczy. Muszę ci coś powiedzieć. -w tym momencie zacząłem się martwić.
-Na jaki temat?
-Lou jest... w areszcie. Niedługo będzie mieć rozprawę w sądzie.
-Że co!? -krzyknąłem zaskoczony.
-To co słyszałeś. Tyle mam ci do powiedzenia. Cześć. -rozłączyła się, a w mojej głowie pojawiły się pytania. Dlaczego mój syn został uznany za przestępcę? Co on zrobił? Zrobił to czy jest niewinny? Czym prędzej wstałem z łóżka i pobiegłem do łazienki. Nie pozwolę by Louis William Tomlinson trafił do więzienia. Zrobię co się da, żeby jak najszybciej wyszedł na wolność. Nie ważne czy legalnie. Po krótkim prysznicu ubrałem się, wrzuciłem do walizki najpotrzebniejsze rzeczy i wyszedłem z domu, mając nadzieję, że pojawię się w Londynie jak najwcześniej.
***HARRY***
Odwiedził mnie Nick i jego nowy chłopak. Sebastian jest całkiem miły i ma taki śmieszny akcent. Grimmy powiedział, że tata Lou przyjechał do Londynu. Nie mam pojęcia po co. Może ma zamiar pomóc Louis'iemu? W końcu to jego syn... Co do taty, mój tata chce, żebym z nim wyjechał. Nie wiem, czy chcę opuszczać Londyn. Jeśli wszystko z Lou pójdzie dobrze to chcę go zobaczyć. Des nie wie wiele na ten temat, a ja nie jestem pewien czy chcę mu to wszystko tłumaczyć. Nie chcę się żegnać z Dani, Liamem, Perrie, Nickiem, nawet Sebastianem.... Chcę jeszcze zobaczyć Nialla i Nat. Mimo wszystko to mój tata. Powinienem lepiej go poznać. Spędzić z nim trochę czasu. W każdej chwili będę mógł wrócić. Prawda? Mam przynajmniej taką nadzieję... Z drugiej strony nie chcę wracać do szkoły i spotykać Malika. To przez niego to wszystko. On nawet nie żałuje. Dowiedziałem się, że nie będę brał udziału w rozprawie Lou. Nie rozumiem dlaczego. To bez sensu. Usłyszałem pukanie do drzwi.
-Proszę. -powiedziałem.
-Witaj Harry. -do pokoju wszedł mój tata.
-Cześć. -uśmiechnąłem się lekko.
-Dałem ci trochę czasu na zastanowienie. W międzyczasie załatwiłem to. -podał mi kartkę. Rozwinąłem ją i przeczytałem kilka zdań. To były dokumenty adopcyjne. Brakowało tam tylko podpisu.
-To... to co myślę? -zapytałem cicho.
-Wydaje mi się, że tak.
-Ja... nie wiem.
-Synku, wiesz, że jesteś dla mnie ważny. Ważne jest dla mnie też twoje zdanie. Brakuje tu tylko mojego podpisu. Jeśli zechcesz to podpiszę. Nie zrobię nic wbrew tobie.
-Glasgow jest daleko... Jeśli tam z tobą pojadę to... wszyscy, których znam...
-Wiem. Są przecież telefony, jest internet, ewentualnie listy, jeśli lubisz starsze metody komunikacji.
-No dobrze. -podałem mu niepewnie kartkę i przymrużyłem oczy.
-Podpisać?
-Tak. -odpowiedziałem na wydechu, a on wyjął z kieszeni długopis i złożył swój podpis w odpowiednim miejscu.
-Teraz muszę tylko zanieść to do notariusz. To zajmie jeszcze kilka dni, ale nie martw się tym.
-Nie martwię się.
-Powoli możesz się żegnać z przyjaciółmi. Nie twierdzę, że na zawsze. Po prostu... Rozumiesz.
-Tak, rozumiem. -odpowiedziałem smutno.
***LOUIS***
Mam stanowczo dosyć tego miejsca. Mam go dosyć od dawna. Wczoraj przegrałem w pokera z jakimś nowym strażnikiem. Twierdził, że nie jest nowy i wrócił z urlopu. Pociesza mnie fakt, że nie spędzę tu dużo czasu. Jeszcze kilka tygodni i rozprawa. Jestem pewien, że mnie uniewinnią. Mój prawnik znalazł sposób i lukę w prawie. Kluczem do wolności jest niepojawienie się Malika w sądzie. Tego nie mogę być pewien, ale Nick obiecał mi, że zrobi co w jego mocy. Oczywiście legalnie. Nie mam zamiaru się w nic wplątywać. Po prostu poczekać jakiś czas, powiedzieć... prawdę z dodatkiem kilku kłamstw i spotkać się z Harry'm. Brakuje mi jego loczków, jego uśmiechu, jego zapachu. Jego wszystkiego. Te listy dają nam jakiś kontakt, ale to wciąż nie to samo. Na dodatek nie pisał nic od kilku dni. Dani mnie nie odwiedziła. Jedyne towarzystwo to mama, Nick i ci... policjanci od siedmiu boleści. Jeden z nich bał się pająka! To okropne, że tacy ludzie jak on dbają o bezpieczeństwo obywateli.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------
Przepraszam, przepraszam, przepraszam. Przepraszam za tą moją długą nieobecność, za przerwanie tej historii na tak długi czas i za krótkość tego rozdziału. Jest krótki bo dawno nie pisałam nic w tym opowiadaniu i potrzebuję się odnaleźć. Może mi to zająć trochę czasu, ale się postaram. Jako, że są wakacje, a ja wreszcie mam czas, zacznę pisać więcej. Nowego (dłuższego) rozdziału można się spodziewać w przeciągu kilku dni. Dla zainteresowanych: pytania do postaci wracają. Nie odpowiem na te, które są bo jest tego mnóstwo i większość jest nieaktualna. Jeśli to przeczytałaś- dziękuję. Pozdrawiam :*
13 sierpnia, 2013
22 kwietnia, 2013
Informacja2
Postanowiłam wreszcie dodać tą notkę. Jak zauważyliście od dawna nie było nowego rozdziału. Mam na głowie egzaminy, muszę poprawić oceny i zająć się wyborem szkoły. Do tego wkrótce mam bierzmowanie. To marne tłumaczenie, ale dobre i to. Wybiłam się z rytmu częstego pisania i jest jak jest. Zostały mi jeszcze 4 rozdziały i epilog. To pojawi się gdy tylko minie czas nauki i wena wróci. Kiedyś pisałam, że nie zawieszę tego bloga. Teraz to dobry pomysł. Więc: zawieszam to opowiadanie na czas nieokreślony. Dodam, że na pewno wrócę do pisania. Nie wiem tylko kiedy. Dziękuję za te wszystkie miłe słowa, które mogłam czytać od sierpnia. Z góry przepraszam za czekanie.
25 marca, 2013
Rozdział 44
***NIALL***
Zauważyłem, że Zayn znów spotyka się z Michelle. Oszukiwanie niewinnej dziewczyny i robienie jej nadziei to według mnie świństwo. Dopiero teraz zorientowałem się, że sam robię dokładnie to samo. Umówiłem się z Nat na wieczór. Mam zamiar zakończyć ten związek, który z mojej strony nie był szczery. To nie jest miłość... Jestem tego już prawie pewien. Ona jest dla mnie przyjaciółką. Bardzo dobrą przyjaciółką. Chciałbym zobaczyć się z Harry'm i Louisem... Przykro mi z powodu tego, co zrobił Malik. Nie powinien był. Więzienie to nie miejsce dla Tomlinsona... A dom dziecka dla Hazzy. Nigdy nie wiedziałem o ich związku. Traktowałem ich jako dobrych przyjaciół. Na takich wyglądali... Widząc to z innej perspektywy, dopiero teraz rozumiem ich relacje. Moje rozmyślania przed lustrem zakończyłem gdy byłem pewien, że wyglądam odpowiednio dobrze. Poszedłem do domu mojej dziewczyny z nadzieją, na niespotkanie jej wrednej siostry. Zadzwoniłem dzwonkiem i chwilę poczekałem. Panna Calder wyglądała ślicznie.
-Cześć. -pocałowała mnie w policzek.
-Musimy porozmawiać. Chcesz się przejść? -zapytałem.
-Nie ma sprawy. -szliśmy w ciszy przez Londyńskie ulice. Postanowiłem się odezwać i mieć to za sobą.
-Posłuchaj. Nie chcę Cię okłamywać...
-O czym ty mówisz?
-Z nami koniec. To nie twoja wina... Zostańmy przyjaciółmi. -w jej oczach zauważyłem łzy.
-Będzie lepiej, jeśli już pójdę... -po prostu zawróciła szybkim krokiem.
-Nat! -krzyknąłem za nią, ale nie zwróciła na to uwagi. Nie myślałem, że pójdzie tak łatwo...
***NICK***
Nie chce mi się wstawać z łóżka. Powinienem po południu odwiedzić Louisa. Dawno u Niego nie byłem... Trochę źle się z tym czuję. Nie widziałem go ponad tydzień. Cieszy mnie to, że wpadł na pomysł porozumiewania się z Hazzą. Będzie im łatwiej przez to przejść, mając ze sobą kontakt. Dzisiaj mam odrobić praktyki ze studentem psychologii. Oby chociaż był kompetentny i nie zrobił nic nieodpowiedniego. Moim zadaniem jest przyglądać się jak prowadzi rozmowy z pacjentem, a w razie konieczności interweniować. Wygrzebałem się spod pościeli i udałem się pod prysznic. Ciepła woda spływająca po moim ciele sprawiła, że się odprężyłem. Nie spałem dziś zbyt dobrze... W ostatnim czasie martwię się o mojego przyjaciela i to sprawia, że nie potrafię się porządnie wyspać. Umyłem zęby oraz użyłem moich perfum. Ubrałem bieliznę i czarne, obcisłe spodnie oraz koszulę w kratkę. Z pomocą żelu ułożyłem włosy. Będąc gotowym do wyjścia włożyłem na ramiona skórzaną kurtkę, a na stopy nałożyłem eleganckie buty. Po wyjściu z mieszkania kupiłem w Starbucksie kubek latte. Zważając na to, że do pracy mam niedaleko, postanowiłem iść pieszo. Pogoda w Londynie dzisiaj była wyjątkowo łaskawa. Mimo powoli nadchodzącego lata, nie spodziewałem się kilku dni bez deszczu. Po zaledwie piętnastu minutach drogi byłem już na miejscu. Otworzyłem drzwi i przywitałem się z Kate, która pracuje na recepcji. Idąc korytarzem do mojego gabinetu, nagle poczułem na mojej drodze przeszkodę w postaci mężczyzny. Moja kawa wylądowała na jego koszulce. Najwyraźniej napój był gorący, bo przeklął lekko odskakując. Uniosłem moją głowę i spojrzałem w jego błękitne tęczówki. Był przystojny. Miał blond włosy i szczupłą figurę. Był cały ubrany na czarno. Na sobie miał obcisłe rurki, koszulkę i kurtkę. W mojej głowie pojawiła się nadzieja, że nie jest pacjentem.
-Przepraszam. Jestem niezdarny... To było niechcący. -rozpocząłem tłumaczenia.
-Nie ma sprawy... Nic się nie stało. Jestem Sebastian. -podał mi rękę. Moje serce niemal stanęło na ten gest. Jego imię tak bosko brzmi...
-Nick. -podałem mu moją dłoń. -Jeszcze raz przepraszam. Jeśli chcesz to dam Ci koszulkę do przebrania.
-Na prawdę mógłbyś? Dzisiaj mam ważny dzień i nie chciałbym głupio wypaść. Oddam Ci ją. Obiecuję.
-W porządku. Poczekasz tutaj? -zapytałem.
-Jasne. Dzięki. -uśmiechnąłem się do niego. Dobrze, że w moim gabinecie mam niewielką szafę, w której trzymam ubrania na takie sytuacje. Czasami wylewam kawę na samego siebie, a to nie wygląda dobrze dla pacjentów. Znalazłem zwykły, biały t-shirt i wyszedłem z pomieszczenia, odkładając kubek z kawą, która w nim pozostała. Chłopak wciąż był w tym samym miejscu. Będąc blisko niego, pokazałem ręką w stronę męskiej toalety. Nie wiedzieć czemu, gdy przekroczyłem próg na moich policzkach pojawiły się rumieńce.
-Proszę. -podałem mu ubranie, a on zdjął z siebie wszystko, co miał powyżej pasa, aby ją założyć. Widząc jego umięśniony brzuch poczułem przypływ gorąca. Oparłem się o umywalki i starałem się udawać, ze nie patrzę. Nie udało mi się, a on to zauważył i się uśmiechnął.
-Jeszcze raz dziękuję. Nie wiem co bym zrobił...
-Nie dziękuj. W końcu to przeze mnie. Potraktuj to jako przysługę. Muszę już iść... -powiedziałem i zacząłem kierować się w stronę drzwi.
-Poczekaj! -krzyknął za mną.
-Tak?
-Nie chciałbym być niegrzeczny... Mógłbym dostać twój numer telefonu? Tak, na wszelki wypadek gdybym chciał oddać koszulkę... -był lekko skrępowany.
-Jasne. -wyciągnąłem z kieszeni wizytówkę. Jakiś czas temu zainwestowałem w taki drobny gadżet, ułatwiający życie. Po prostu wyszedłem z tamtego pomieszczenia i znalazłem się w moim gabinecie. Usiadłem wygodnie na fotelu i uśmiechnąłem się sam do siebie na myśl o tym miłym poranku. Po jakimś czasie ktoś zapukał do drzwi.
-Proszę. -powiedziałem patrząc w stronę wejścia.
-Witaj znowu. Wygląda na to, że dziś spędzimy trochę czasu razem...
***ZAYN***
Byłem na imprezie z gromadką znajomych. Wszyscy byli już mocno wstawieni. Ja również wypiłem trochę za dużo. Siedziałem na kanapie w klubie paląc papierosa. Wewnątrz budynku było już niemal siwo od dymu. Michelle kleiła się do mnie tak jak zwykle, a ja udawałem, że mnie to interesuje.
-Chłopaki, mam coś! -zjawił się Max.
-Co takiego? -zapytałem dmuchając dymem.
-Chodźcie! Spodoba wam się! -zawołał nas ruchem ręki i wszedł do męskiej toalety. Nie żebym myślał o czymś niestosownym... Gdy zamknąłem za nami drzwi, chłopak wyciągnął spod kurtki strzykawki. Spojrzałem na niego.
-Wiesz, że nie biorę... -zaprotestowałem.
-My też. -odpowiedział Tom.
-On miał na myśli, że nie w takiej postaci. -wtrącił się Nathan.
-Malik, co Ci szkodzi. Zabawimy się! Będzie fajnie! Tylko raz. -odezwał się ponownie Max.
-W porządku... -zgodziłem się bez dłuższego przekonywania mnie. Może wreszcie chociaż na chwilę zapomnę o Harry'm. Tak, wciąż o nim myślę. Nie potrafię usunąć go z mojej głowy. Jego smutnej i zawiedzionej twarzy, którą widziałem podczas naszego ostatniego spotkania. Zdjąłem kurtkę i pasek od spodni. Zacisnąłem go na ręce i odebrałem od mojego kumpla strzykawkę. Zacisnąłem mocno pięść w prawej ręce, a następnie skierowałem igłę w stronę żyły. Nacisnąłem spust plastikowego narzędzia i poczułem lekkie zimno w miejscu nakłucia. Lekko zakręciło mi się w głowie, a po chwili uśmiechnąłem się do moich znajomych. Oparłem się o ścianę i przechyliłem głowę do tyłu... Było tak... przyjemnie. Gdy wszyscy zrobili to co ja. wyszliśmy z toalet na salę. Pociągnąłem moją dziewczynę za rękę i zaczęliśmy tańczyć pomiędzy ludźmi. Powoli przestawałem panować nad tym, co się działo...
_______________________________________________________________________________
NOWA POSTAĆ!
Sebastian Kleim (24lata)
Student psychologi pochodzący z Niemiec. W Wielkiej Brytanii zamieszkał po zdaniu matury, po czym przystąpił do nauki za granicą. Miły i sympatyczny chłopak, który lubi dużo mówić.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------
Witajcie ponownie! Przepraszam, że musieliście tyle czekać. Na dodatek ten rozdział nie jest zabójczo długi i nie ma w nim nic o Louisie i Harry'm... W każdym razie kończę moją przerwę i zabieram się za dalsze pisanie. Chcę podziękować tutaj ludziom zadającym pytania do postaci na asku. W szczególności mam na myśli K, V oraz N. Pomysł z Malikiem wpadł mi do głowy właśnie dzięki jednej z Was... Pozdrawiam wszystkich, którzy czekali na ten rozdział i życzę Wesołych Świąt! Zapewne nowy rozdział pojawi się dopiero po Wielkanocy. xXx
Subskrybuj:
Posty (Atom)
