13 lutego, 2013
Rozdział 38
***HARRY***
Powiedziałem Lou o Perrie i postanowił, że zaprosimy ją na kolację. Chciał ją poznać. Sami będziemy gotować. Mam nadzieję, że przypadkiem nie otrujemy jej i siebie przy okazji. Kogo próbuję oszukać? Ja i Tommo gotujemy całkiem nieźle. Musimy tylko poświęcić więcej uwagi temu co przygotowujemy. Po powrocie ze szkoły sprawdziłem skrzynkę na listy. Była w niej jakaś przesyłka. Znudzony wszedłem do domu. Zdjąłem kurtkę i ogrzałem dłonie pocierając je o siebie. Powinienem nauczyć się nosić rękawiczki, a pogoda powinna wreszcie zrobić się ładniejsza. Jakim cudem jest tak zimno? Zerknąłem ponownie na kopertę i nadawcą było kuratorium. Opinia tak szybko? Energicznie rozerwałem kopertę i zacząłem czytać. Z tekstu wyłapałem jedynie, że nasze kontakty są dobre, lecz niepokojące. Nie mam pojęcia co to znaczy, ale reszta była pozytywna. Ucieszyłem się i jak najszybciej zadzwoniłem do Tommo. Gdy zakończyliśmy rozmowę zacząłem nucić jakąś piosenkę. Mamy spore szczęście. Lou będzie za jakąś godzinę. Poczekam na Niego i w tym czasie odrobię lekcje. Napisałem krótkie wypracowanie na angielski. Gdy kończyłem usłyszałem otwierające się na dole drzwi. Szybko zamknąłem zeszyt i pobiegłem schodami.
-Lou! -krzyknąłem i rzuciłem się na niego całując go w usta i przytulając mocno.
-Też tęskniłem. Mówiłem, że wszystko będzie dobrze!
-Jak to możliwe, że ta opinia dotarła tak szybko? Minęły przecież dopiero trzy dni.
-Nie mam pojęcia. Nie znam się na tym. To chyba dobrze, że nie musimy już dłużej się martwić. -poszliśmy do kuchni wypakować zakupy.
-Co wymyśliłeś na dzisiejszy wieczór? -zapytałem.
-Eee, nic szczególnego. Mamy to! -wziął do rąk dwa ziemniaki uniósł je na wysokość swojej twarzy oraz uśmiechnął się. -Możemy zrobić, eee, frytki i... frytki!
-Bardzo porządne danie. A do tego ryba? Zgadłem? -zaśmiałem się.
-Czemu nie? Przynajmniej nic nie zepsujemy. Żeby było bardziej niezdrowo mamy też to! -Pokazał butelkę Pepsi.
-Aaa, rozumiem Twój plan. Fast food domowej roboty, kanapa i telewizja.
-Będzie miło. Bierzemy się do roboty! Ty pokrój ziemniaki, a ja zajmę się rybą.
-Już się robi szefie! -zasalutowałem jak w wojsku. Oboje zaczęliśmy się śmiać. Obrałem kilka ziemniaków i zacząłem je kroić w odpowiedni sposób. Spoglądałem na Lou dzielnie obchodzącego się z rybą, jak na chirurga przystało. Łatwiej było kupić gotowe filety, ale nie dla Tommo. Gdy prawie kończyliśmy nasze zajęcia na swoich biodrach poczułem ręce Lou. Odwróciłem się do Niego przodem, a on wpił się w moje usta. Jego dłonie szybko wylądowały pod moją koszulką, łaskocząc moją skórę i powodując przyjemne dreszcze na moim ciele.
-Tutaj? Teraz? Za chwilę przyjdzie Perrie i... -powiedziałem cicho.
-Masz rację. -oderwał się ode mnie, a ja przyciągnąłem go z powrotem bliżej mnie.
-Nie o to mi chodziło. -złapałem go za pośladki, a on cicho pisnął w moje usta. Uśmiechnąłem się.
-Czemu Ci tak wesoło? -zapytał wędrując swoimi wargami w stronę mojej szyi.
-Tęskniłem za tym. -poczułem, jak Lou robi mi malinkę. Oboje bardzo lubimy je robić...
-Ja również. -pociągnął moją koszulkę do góry, a ja posłusznie pozwoliłem mu ją ze mnie zdjąć. Poczułem jak moja rosnąca erekcja uwięziona w spodiach ociera się o jego własną. Jego usta muskały moją skórę na klatce piersiowej. Cicho zamruczałem. Postanowiłem przejąć kontrolę i obróciłem Nas tak, że teraz on był oparty o szafkę kuchenną. Spodobało mu się przejęcie inicjatywy. Również pozbawiłem go koszulki w paski. Następnie składałem namiętne i mokre pocałunki na jego ciele schodząc powoli w dół. Gdy dotarłem do przeszkody w postaci spodni zacząłem dobierać się do paska. W końcu sobie z nim poradziłem, zębami rozpiąłem guzik i zamek tej części garderoby. Tommo jęknął, gdy uwolniłem go od uciskającego materiału. Zacząłem lizać linię wzdłuż gumki jego bielizny, aż w końcu szybko ją zdjąłem. Zacząłem całować główkę jego penisa, a słysząc coraz głośniejsze jęki powoli dołączyłem też język. Po chwili wziąłem jego członka do ust zataczając wokół niego kółka. Poruszałem swoją głową w górę i w dół coraz szybciej. Lou krzyczał moje imię, co zmotywowało mnie bardziej do działania. Zacisnąłem swoje wargi mocniej, a jego ręka wplotła się w moje loki. Wciąż nie przestawałem wykonywania swoich ruchów, a gdy usłyszałem wiązankę przekleństw, wiedziałem, że to już prawie koniec. Po chwili poczułem rozlewający się po moich ustach płyn, przełknąłem go i oblizałem wargi nie kryjąc uśmiechu. Wróciłem moją twarzą na poziom jego i pocałowałem go ponownie. Jego język wdarł się do moich ust, a ręce do zamka moich spodni. Nawet nie zdążyłem zauważyć, kiedy byłem całkiem nagi. Louis podniósł mnie lekko i usadowiła na blacie. Swoimi nogami objąłem jego biodra, a rękami oparłem się z tyłu. Chłopak dotarł do mojego ucha przygryzając lekko jego płatek. Z moich ust wydostał się głośny jęk, gdy poczułem w sobie jego palec. Poruszał nim lekko sprawiając, że mój oddech stawał się coraz cięższy. Gdy się rozluźniłem dodał kolejny. Wyjął oba palce ze mnie, a po chwili spojrzał pytająco. 'Proszę, zrób to!'- krzyknąłem. Jego penis znalazł się we mnie, a ja zacząłem krzyczeć głośniej. Powoli zaczął się poruszać w przód i w tył, a swoimi rękami jeździł wzdłuż mojego członka. Moją głowę zarzuciłem do tyłu zamykając oczy i oddając się przyjemności. Jego ruchy były coraz szybsze i mocniejsze. Teraz oboje jęczeliśmy swoje imiona będąc na skraju. Po chwili wytrysnąłem na jego brzuch jednocześnie czując rozlewający się we mnie płyn. Między nami nastała cisza, a ja wtuliłem się w jego spocone ciało. 'Kocham Cię' -powiedziałem gdy mój podbródek znalazł się w zagłębieniu jego szyi. 'Ja Ciebie też. Najbardziej na świecie'. W tym momencie usłyszałem dzwonek do drzwi.
-Kto to może być? -powiedziałem, a on spojrzał na mnie. Dźwięk powtórzył się, a my pocałowaliśmy się szybko i zaczęliśmy ubierać pośpiesznie to co leżało na podłodze. Lou przemył szybko ręce i twarz wodą.
-Ja otworzę, a Ty spróbuj w tym czasie doprowadzić kuchnię to porządku. -pokiwałem głową i spojrzałem na bałagan jaki zrobiliśmy. Wokół mnie rozlany był nasz płyn i leżało mnóstwo porozrzucanych rzeczy. Znalazłem wzrokiem przygotowywany przez Nas posiłek i odetchnąłem z ulgą, gdy okazał się nie tknięty.
***LOUIS***
Idąc w stronę drzwi poprawiłem jeszcze włosy. Wziąłem głęboki wdech i nacisnąłem na klamkę. Moim oczom ukazała się ładna blondynka z uśmiechem na ustach.
-Cześć, Ty jesteś Louis, prawda? -zapytała podając mi rękę. Uścisnąłem ją i pokiwałem głową. -Jestem Perrie. Mam nadzieję, że nie przyszłam za wcześnie, ani w niczym nie przeszkodziłam... -zmierzyła mnie wzrokiem wciąż się uśmiechając.
-Nie, skąd. Wejdź. Miło mi Cię poznać. -zaprosiłem ją do środka, a gdy weszła postanowiłem pomóc zdjąć jej kurtkę.
-Dziękuję. -idąc w głąb domu rozejrzała się. -Ładnie tu. Czegoś innego się spodziewałam po dwóch chłopakach mieszkających razem. -zaśmiała się, ja również.
-Szczerze mówiąc też bym wyobrażał sobie coś zupełnie innego. -w tym momencie Harry wyszedł z kuchni i podszedł do dziewczyny całując ją w policzek na przywitanie. Nie powinienem być zazdrosny, a jednak. Zaczęli o czymś szeptać śmiejąc się cicho.
-Powinniśmy skończyć kolację. Właściwie to późny obiad... -zaproponowałem.
-Pomogę Wam!
-Jesteś dzisiaj naszym gościem. Poza tym damy sobie radę, prawda Lou? -zapytał Hazz.
-Jasne, że tak. -poszliśmy w trójkę do kuchni, a ja zaproponowałem dziewczynie, żeby usiadła na krześle. W szafce wyszukałem patelnię i garnek. Ze względu na brak frytkownicy w moim wyposażeniu kuchennym poradzimy sobie bez niej. Do garnka wlałem olej i postanowiłem czekać, aż się rozgrzeje. To samo zrobiłem z patelnią. Po chwili pokrojone ziemniaki wrzuciłem do metalowego naczynia, a rybę położyłem delikatnie na patelni. Poprosiłem Hazzę, żeby na talerzu wyłożył papierowy ręcznik, aby frytki mogły okapać z tłuszczu. Loczek wyjął z szafki talerze, a ja nałożyłem na nie Nasz dzisiejszy posiłek. Mój chłopak do szklanek nalał napoju i dodał słomki. Zanieśliśmy wszystko do salonu na szklany stolik i zaprosiliśmy blondynkę na kanapę obok Nas. Włączyłem jakiś kanał z komediami i zaczęliśmy ze śmiechem oglądać Jasia Fasolę zajadając się pysznym obiadem. Gdy zjedliśmy Loczek zaniósł naczynia do kuchni.
-Harry sporo mi o Tobie mówił. Na prawdę jesteś w porządku. -powiedziała.
-A myślałaś o mnie inaczej? -zapytałem.
-Szczerze mówiąc tak. To ze względu na moment, w którym go poznałam...
-Rozumiem. Ja za to nie wiem wiele o Tobie. -stwierdziłem.
-Mam na imię Perrie, to już wiesz. Mam 17 lat i pochodzę z małej miejscowości w Anglii. Do Londynu przeniosłam się niedawno bo... -w jej kieszeni zadzwonił telefon. -Przepraszam, pójdę odebrać. To dla mnie ważne. -wyszła z pomieszczenia mijając Hazzę, który usiadł obok mnie i oparł swoją głowę na moim ramieniu.
-Jestem o nią zazdrosny. -powiedziałem.
-O Perrie? Na prawdę? -zdziwił się. -Nie masz do tego powodu. Poza tym, nie wiem czy mogę Ci to powiedzieć, ale ona jest homoseksualna. Osoba która do niej dzwoniła to pewnie Jade. -mówił zajadając paluszki.
-Kto to jest Jade? -zapytałem.
-Myślę, że ona sama powinna Ci to opowiedzieć. -siedzieliśmy przez chwilę w ciszy, aż sam poczęstowałem się paluszkami leżącymi przede mną. Harry ugryzł drugi koniec tego samego, który ja miałem w ustach i jedliśmy, aż nasze wargi się spotkały w pocałunku.
-Awwww, to takie słodkie. -usłyszałem głos Perrie za sobą. Dosiadła się obok Harry'ego. -Może powinnam już iść... -zasugerowała.
-Powinnaś jeszcze zostać, poza tym... -Harry'emu przerwał dzwonek do drzwi. -Tym razem ja otworzę. -powiedział. Ja i dziewczyna byliśmy cicho starając usłyszeć kto Nas odwiedził. Po chwili obok mnie pojawił się Zayn Malik. A ten czego tu chce? Przywitał się z blondynką. Potem ze mną mając na twarzy uśmiech, zapewne udawany. Obdarzyłem go tym samym.
-Jakaś impreza beze mnie? Co robimy? -zapytał szatyn. Harry usiadł obok mnie, a mulat wcisnął się między Nas. Miałem ochotę go wyrzucić, bo znowu Nam przeszkadza.
-Po prostu oglądamy razem telewizję. -powiedziała dziewczyna.
-Chętnie się dołączę! -krzyknął Zayn z entuzjazmem.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------
Jakoś udało mi się to napisać. Ten rozdział krótko zadedykuję mojej przyjaciółce Joanie ( @JoanaM013 ), która pomagała mi na początku tworzyć tę historię. Dziękuję Ci za wszystko. Nie wiem jak minęłoby mi te sześć miesięcy bez Ciebie. Wracając do rozdziału: mam nadzieję, że Larry się Wam spodobał. Nie jestem dobra w pisaniu takich scenek. Zachęcam do zadawania pytań postaciom i komentowania. Zależy mi na Waszej szczerej opinii. Dziękuję za 20 000 wyświetleń bloga. Przypominam o tym, że pod komentarzami możecie się podpisywać nazwami z Twittera.
08 lutego, 2013
Rozdział 37
***ZAYN***
Wróciłem do domu i zrezygnowałem z obiadu przygotowanego przez moją mamę. Zamknąłem się w pokoju i zacząłem sobie przypominać dzisiejsze wydarzenie z Harry'm. On stał przy ścianie, a ja na przeciwko Niego. Rozmawialiśmy o czymś mało ważnym, a nagle Niall klepnął mnie w plecy na powitanie. Zrobił to trochę za mocno, bo przycisnąłem Hazzie'go do ściany ciężarem swojego ciała i zacząłem wpatrywać się w jego oczy. On również chwilę na mnie patrzył, a potem się zaśmiał mówiąc 'Zaynee, jesteś ciężki'. Niall złapał mnie za rękę i pomógł mi się podnieść z Harry'ego. Poczułem się wtedy dziwnie, ale uznałem za sukces moje opanowanie. Gdyby nie rozsądek już wcześniej bym go pocałował, dziś miałem ku temu kolejną okazję. Będąc tak blisko chłopaka moje serce zaczęło bić mocniej. Jego ciało tuż przy moim... Chciałbym, żeby to trwało dłużej. Najlepiej wiecznie. Powinienem coś wymyślić. To uczucie mnie paraliżuje. Nie potrafię myśleć o niczym innym niż On. Jego wygląd, charakter i wszystko inne... Jest dla mnie idealny. Jak druga połówka jabłka. Tylko jeszcze o tym nie wie.
***LOUIS***
-Lou? -usłyszałem głos Harry'ego, gdy wszedł do domu.
-Tutaj! -krzyknąłem dając chłopakowi znak, że jestem w kuchni. Właśnie przygotowywałem zupę cebulową z książki kucharskiej. Chłopak już po chwili stał obok mnie i złożył nieśmiały pocałunek na moich wargach. Uśmiechnąłem się na ten gest i poprosiłem, aby poszedł umyć ręce przed obiadem. Wykonał moje polecenie i nim zdążyłem się obejrzeć siedział już przy stole. Wziąłem głęboki wdech i nalałem gotowej już potrawy do talerzy. Położyłem pierwszy tuż przed Loczkiem, a drugi naprzeciwko.
-Smacznego. -powiedziałem posyłając nastolatkowi kolejny uśmiech. Odpowiedział tym samym. Obiad okazał się na prawdę smaczny, jak na przygotowywany po raz pierwszy przepis. Posiłek składający się tylko z zupy nie jest zbyt zdrowy, ale nie zdążyłem zrobić nic innego. Liczyłem, że mimo wszystko zdążę przygotować coś jeszcze. Nie sądziłem, że prosta zupa zajmie mi tyle czasu. Otworzyłem szafkę, w której trzymałem już od kilku godzin bukiet herbacianych róż. Podszedłem do chłopaka i podałem je w jego stronę.
-To dla Ciebie, kochanie. - wyszeptałem do jego ucha zbliżając swoje usta do jego.
-Dziękuję, są piękne. -jego policzki się zarumieniły, a nasze wargi się spotkały. Uwielbiam ten słodki smak jego uśmiechu. Swoje ręce położyłem na jego biodrach nie zważając na kwiaty będące między nami. Wsunąłem swój język do jego ust, a róże wylądowały na stoliku. Jego dłonie powędrowały na moje ramiona. Przysunąłem się jeszcze bliżej niego, dociskając nasze ciała bliżej siebie. Przekląłem w myślach ubrania dzielące Nas i stanowiące barierę. Przypomniałem sobie chwile, kiedy ich nie było i poczułem narastające we mnie podniecenie. Harry chyba też to poczuł, bo oderwał się ode mnie. Oboje łapaliśmy powietrze po naszym krótkim zbliżeniu. Loczek nie patrząc mi w oczy powiedział, że wstawi kwiaty do wody. Czyżby wciąż czuł się dziwnie przy mnie? Odniosłem wrażenie, że w ostatnim czasie wszystko wracało do normy. Patrzyłem chwilę, jak Harry nalewa wody do kolejnego wazonu i ustawia go obok innych. Usiadłem na kanapie i postanowiłem rozkoszować się moimi dwoma wolnymi dniami. Mam świadomość, że ordynator pozwala mi na częste przerwy od pracy bo mnie lubi. Włączyłem telewizor i szukałem czegoś ciekawego na kanałach. Nie zapowiadało się na żadne interesujące programy... Hazza w ciszy usiadł obok mnie i przytulił się do mojego boku. Swoją rękę położyłem na jego ramieniu, a jego głowa wylądowała na moim. Zaśmiałem się lekko, gdy poczułem łaskoczące moją szyję loczki. Dłoń chłopaka została przez niego położona na mojej klatce piersiowej. Spojrzałem na niego, a on znudzony oglądał reklamy, które aktualnie były wyświetlane na ekranie. Kontynuowałem przerzucanie kanałów, aż Harry wręcz pisnął ze szczęścia widząc program pod tytułem 'Pokochaj koty'. Miałem zamiar kupić Nam kotka, ale stwierdziłem, że zwierzak lubiłby Nam przeszkadzać, a Loczek nie potrafiłby się oprzeć miałczeniu stworzonka. Przez czterdzieści minut słuchałem ciekawostek o rasach kotów oraz wyjątkowych i utalentowanych osobnikach. Przypomniałem sobie o dzisiejszym meczu Anglii z Mołdawią i zastanowiłem się czy Nick, Niall albo szalony Stan potraktowali serio moje zaproszenie z ubiegłego tygodnia. Horan zapewne nie, bo mimo tego, że mieszka w Londynie kibicuje swojej ojczyźnie- Irlandii. Miałem nadzieję, że nikt nie przyjdzie i obejrzymy tę rozgrywki we dwoje.
-Obejrzymy dzisiaj mecz? -zaproponowałem.
-Jasne, że tak! Może będzie lepiej, jeśli najpierw odrobię lekcję... -odparł mój towarzysz z olbrzymim entuzjazmem co do piłki nożnej i znudzeniem w stosunku do nauki.
-Pomóc Ci może? -zapytałem.
-Nie, nie trzeba, dam sobie radę. -otrzymałem całusa w policzek, gdy chłopak odchodził. Teraz spędzę sobie trochę czasu sam. Usłyszałem uderzenie czegoś o podłogę i szybko się odwróciłem.
-Harry!? Nic Ci nie jest? -już wstawałem z miejsca, gdy chłopak się odezwał.
-Jest w porządku, po prostu się potknąłem. Nic mi nie jest. Nie przeszkadzaj sobie. -uśmiechnął się i podniósł się z ziemi. Odprowadziłem go wzrokiem do schodów by mieć pewność, że nic mu się nie stanie. Jego niezdarność jest na prawdę słodka. Mam nadzieję, że nie nabije sobie przez tą słodkość siniaków, bo w tym tygodniu odwiedzi Nas kurator. Specjalnie dzisiaj zadbałem o porządek w domu. Pewnie nie uda się go utrzymać zbyt długo. Nie mamy zwykle bałaganu. Po prostu nie można tego nazwać stuprocentową czystością. Sukcesem jest, że ubrania nie leżą wszędzie porozrzucane. Telewizja mnie znudziła i postanowiłem na chwilkę zamknąć oczy.***
-Lou! Lou!? -usłyszałem szept i lekkie szturchnięcie w ramię. Otworzyłem oczy i twarz Harry'ego przede mną sprawiła, że się uśmiechnąłem.
-Powiedz, że nie przegapiłem meczu. -wydukałem podczas ziewania próbując usiąść.
-Jeszcze nie.
-Jak długo spałem? -zapytałem pocierając kark ręką.
-Kilka godzin. Nie chciałem Cię budzić wcześniej. Proszę. -podał mi miskę z popcornem i butelkę piwa.
-Dziękuję. Jesteś kochany. -obdarzyłem go uśmiechem.
-Nie tak bardzo jak ty, Boo. -przełączyłem na program sportowy i akurat kończył się hymn naszych rywali. Zapowiadał się ciekawy wieczór. Anglia miała piłkę przez większą część gry. Podczas pierwszego trafionego gola w 23 minucie cieszyliśmy się wspólnie z sukcesu naszej reprezentacji. Wtedy to pocałowaliśmy się w geście radości. Zapytałem Harry'ego czy nie chce się czegoś napić. Odparł, że nie ma dziś ochoty na alkohol. W trakcie przerwy poszedłem do łazienki. Gdy wróciłem wszystko było tak jak wtedy, gdy odchodziłem. W drugiej połowie rozgrywek nasi strzelili do bramki jeszcze 2 gole. Byliśmy zmęczeni. Przynajmniej ja byłem, a Harry na takiego wyglądał. Gdy już dotarliśmy na górę powiedziałem 'dobranoc' i szedłem w kierunku mojej sypialni.
-Nie chciałbyś może spać dziś ze mną? -zapytał stojąc za mną.
-To znaczy, że...?
-Tak, chcę by wszystko było tak jak przedtem. Najlepiej już od dziś. Kocham Cię.
-Też Cię kocham. -złapał mnie za rękę i poszliśmy do jego pokoju. Zdjęliśmy ubrania zostając jedynie w bieliźnie i położyliśmy się pod kołdrą. Loczek przytulił mnie do siebie pierwszy. Poczułem jego niesamowity zapach. To właśnie on był jedną z tych rzeczy za którymi tęskniłem zasypiając sam w zimnym łóżku.
-Dobrej nocy.
-Z Tobą zawsze. -odparłem i zacząłem nucić jedną z piosenek, która właśnie wpadła mi do głowy...***
Usłyszałem dzwonek do drzwi i przestraszony szybko poderwałem się z łóżka. Harry leżał obok mnie, co sprawiło że się uspokoiłem. Spojrzałem na zegar i niemal gałki oczne mi wypadły. Jest 10.30. A.M. To znaczy, że mój skarb zaspał do szkoły. Nałożyłem na siebie wczorajsze ubranie, które nie pachniało zbyt dobrze. Słyszałem coraz bardziej nerwowe dzwonienie, a nie chcąc, żeby obudziło Hazzę szybko zszedłem na dół, który wyglądał jak pobojowisko. Wszędzie leżał popcorn, którym wczoraj zrobiliśmy bitwę. Na stoliku przy kanapie stały dwie puste butelki po wypitym przeze mnie piwie. Poprawiłem jeszcze lekko włosy i otworzyłem drzwi.
-Witam. -powiedziała miła kobieta.
-Dzień dobry, pani chyba nie tutaj. -odpowiedziałem i już miałem zamykać drzwi, a ona się odezwała.
-Louis Tomlisnon, prawny opiekun Harry'ego Stylesa. Miło mi pana poznać. Nazywam się Maya Green. Jestem kuratorem sądowym. -przekląłem w myślach. Nagle zacząłem czuć zapach zarówno swój, czyli alkohol zmieszany z potem oraz niewietrzone wnętrze domu. Na mojej twarzy pojawiły się rumieńce. Gorsze jest to, że Harry śpi na górze prawie nago, a na dodatek nie ma go w szkole. Zacząłem panikować. Nic innego nie mogłem zrobić.
-P-p-proszę we-wejść. -jąkałem się. Ruchem ręki zaprosiłem kobietę do środka. Zostałem przy wejściu trochę dłużej zaciskając oczy i przygryzając wargę w chwili, gdy nasz gość najwyraźniej zauważył bałagan. Przypomniałem sobie o kuchni. Nie zdążyłem posprzątać po przygotowanym obiedzie. Na dodatek wszędzie są kwiaty.
-Rozumiem, że Harry jest w szkole. -powiedziała zapisując coś w swoim dużym notesie.
-Nie do końca. Zaspa... , to znaczy gorzej się czuł i postanowiłem, że lepiej będzie gdy zostanie w domu. -skarciłem siebie za to kłamstwo, bo Loczek nie ma pojęcia o tym, że źle się czuje.
-Więc chcę się z Nim zobaczyć. -odparła Maya. Myślę, że mogę tak ją nazywać w myślach. Gdy byliśmy przy łóżku w którym spał Harry, kobieta zaproponowała, żebym to ja go obudził. Stwierdziła, że chce zobaczyć jakie panują między nami relacje. Niech tylko się uda. Błagam!
-Harry. Harry! Obudź się! Mamy gościa! -starałem się jak najlepiej przekazać informację o obecności osoby trzeciej w pokoju.
-Misiu, jeszcze chwileczkę. -Maya ponownie coś zanotowała unosząc brwi do góry w zaskoczeniu.
-Wstawaj już! -krzyknąłem głośno. Uśmiechnąłem się w zażenowaniu do pani Green, na co odpowiedziała tym samym odwracając głowę.
-Nie krzycz tak. -powiedział otwierając oczy. Przykrył się kołdrą po szyję, widząc obcą osobę.
-Harry, pozwól, że przestawię Ci naszego kuratora sądowego.
-Amy Green. -podała chłopakowi rękę.
-Harry Styles. -również się przedstawił. Jego policzki były czerwone i uśmiechał się zawstydzony.
-Wiem kim jesteś. Co Ci dolega? -zdziwiony spojrzał na mnie, ja złapałem się za szyję pokazując mu dyskretnie, że ma udawać.
-Um... Boli mnie gardło i... głowa? Tak, głowa.
-Dobrze. Śpisz nago, tak?-odparła.
-Nie, skąd! -odkrzyknął. Niepokoiło mnie ciągłe sporządzanie przez kobietę notatek.
-I spałeś sam? -to było bardziej stwierdzenie.
-Tak, to znaczy, oczywiście.
-Dobrze. Teraz ja pójdę zobaczyć dom, a Ty się ubierz. -pokazała palcem na Harry'ego. Poprosiła, żebym jej pokazał gdzie ja śpię.
-Łóżko jest pościelone, a ty wyglądasz jakbym Cię obudziła. Wyjaśnisz mi to? -ponownie zacząłem panikować. Czy dobrze będzie, jeśli powiem prawdę? Raczej nie.
-Oglądałem mecz i zasnąłem na kanapie. -nie mam pojęcia, czy ta odpowiedź mnie wyratowała czy pogrążyła jeszcze bardziej.
-Rozumiem. -znowu pstryknęła długopisem i zaczęła coś pisać.
-Przepraszam, ale czy mogę wiedzieć co pani tam zapisuje? -nie wiem czy to było na miejscu, ale chciałem to wiedzieć.
-Mój mi Maya. Notuję własne obserwacje. Nie przeszkadza Ci to?
-Nie, skąd. -pokazałem jej jeszcze resztę domu, W kuchni pytała o kwiaty. Powiedziałem, że dostaję je od pacjentów. Do zawartości lodówki i szafek nie miała nic przeciwko bo nie zadawała pytań. Powinienem się cieszyć, że w ostatnim czasie opróżniłem prawie cały barek z alkoholami. Zapytała również czy oglądałem mecz sam. Nie skłamałem, oznajmiłem tylko, że nie dawałem Harry'emu nic alkoholowego do picia. Gdy Loczek się zjawił usiadła na krześle w kuchni i powiedziała, że będzie Nas przez chwilę obserwować. Mamy zachowywać się naturalnie i tak jak zwykle. Sądzę, że to nie byłoby dobre dla nikogo. Zacząłem robić naleśniki, Hazza mi pomagał. Potem je zjedliśmy. Częstowałem Mayę, ale odmówiła. Po krótkiej rozmowie pożegnała się i wyszła.
-Jak bardzo jest źle? -zapytał mój chłopak.
-Nie mam pojęcia. -przytuliłem go do siebie i zacząłem się martwić o wyniki opinii, na którą musimy poczekać aż tydzień.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
I oto jest kolejny rozdział. Mam wrażenie, że pisanie wychodzi mi coraz gorzej. Tylko tyle dziś napiszę. I jeszcze: Dziękuję za wszystko.
04 lutego, 2013
Rozdział 36
***HARRY***
Zastanawia mnie dlaczego wczoraj wieczorem Louis do późna siedział pod drzwiami do mojego pokoju. Właściwie chodził w kółko. Czekałem, aż wejdzie, ale to się nie stało. Chciałem go wpuścić, chociaż byłem pewien, że chce ze mną porozmawiać o czymś ważnym i trudnym. Po porannym prysznicu ubrałem się i zszedłem do kuchni, po której Tommo się krzątał wesoło nucąc i kręcąc biodrami. Nie zauważył mojej obecności, a ja patrzyłem na Niego w tej uroczej sytuacji. Po chwili odchrząknąłem, a on przywitał się miło. Chciał mnie pocałować w policzek, ale odsunąłem się lekko. Uśmiechnął się tylko i podał mi różowy kubek z kakao. Wypiłem kilka łyków i przed sobą miałem talerz pełen naleśników z truskawkami i bitą śmietaną. Skąd on wziął świeże truskawki w lutym?
-Smacznego. -powiedział siadając naprzeciwko mnie.
-A Ty nie zjesz? -zapytałem.
-Nie jestem głodny. Za chwilę muszę iść na dyżur. -spróbowałem posiłku przygotowanego dla mnie i muszę przyznać, że był pyszny. Trochę krępował mnie wzrok Tommo zawieszony na mnie przez cały ten czas, ale starałem się nie zwracać na to uwagi.
-Dziękuję. -odezwałem się po śniadaniu dopijając szybko napój. Otrzymałem tylko miły uśmiech.
-Podwieźć Cię do szkoły?
-Nie trzeba, to nie daleko. Mogę iść pieszo. -odparłem.
-Więc, może odprowadzić Cię? -po chwili ciszy usłyszałem w jego głosie nutkę nadziei.
-Skoro nalegasz... -ubierałem płaszcz, w czym chłopak mi pomógł. Chciałem wziąć torbę na ramię, ale on ją wziął.
-Louis?
-Tak? -obrócił się w moją stronę i spojrzał na mnie niewinnie.
-Poradzę sobie. -wyciągnąłem rękę, a po chwili poczułem na niej niewielki ciężar torby. Szliśmy w ciszy. Żaden z Nas nie powiedział nawet słowa. Gdy byliśmy blisko budynku szkoły Boo mnie objął i życzył miłego dnia. Odpowiedziałem mu tym samym. Po chwili ujrzałem Zayna palącego papierosa. Nie robi tego często, ale mimo wszystko. Gdy mnie zauważył wyrzucił zawinięty w papier tytoń na ziemię, po czym zgasił go butem i zaczął iść w moją stronę. Przywitaliśmy się i udaliśmy się na lekcje, które dziś minęły przyjemnie. W trakcie przerw wygłupialiśmy się z Malikiem i Horanem. Dziwnie, że nie widziałem jeszcze Eleanor. Po ostatnim dzwonku przed szkołą zauważyłem Lou opartego o samochód z bukietem czerwonych róż. Zakryłem twarz dłońmi. To trochę głupi pomysł zważając na miejsce... Szatyn szedł za mną krok w krok.
-Po co te kwiaty? -zapytał w końcu mulat gdy byliśmy w drodze do Tommo.
-Jeszcze nie wiem, ale za chwilę się dowiem. -odpowiedziałem i przyspieszyłem kroku.
-Cześć Harry. Cześć... Zayn? Co Ty tu robisz? -powiedział Louis ze zdziwioną miną.
-Jak to co? Uczę się! -odburknął.
-Tsaa, jasne!
-Spokojnie! -krzyknąłem, gdy zaczęli się do siebie agresywnie przybliżać. Czyżbyśmy znowu musieli przerabiać to samo?
-Po co Ci te kwiatki? -wydukał Zayn.
-Bo my... Ja i Harry... -próbował coś powiedzieć.
-Jedziemy dzisiaj do Danielle. Pospieszmy się. Nie chcemy, żeby na Nas czekała. -skierowałem swój głos w stronę starszego z nich. Pomachałem ręką do przyjaciela, a on zrobił to samo. Wsiadłem do samochodu powstrzymując Lou, przed otwarciem mi drzwi. W ciszy jechaliśmy w stronę domu. Nie minęło kilka minut, a już byliśmy na miejscu.
-Sądzę, że powinniśmy porozmawiać. Nie wiem o czym Ty chciałeś wczoraj wieczorem ze mną mówić, ale to najwidoczniej ważne.
-Tak masz rację. Porozmawiajmy teraz. A te kwiaty... są dla Ciebie. -podał mi je.
-Dziękuję. Nie zauważyłem.
-Posłuchaj. Ktoś powiedział mi o Twoich bliznach na rękach. Dlaczego to zrobiłeś? Obiecałeś mi! -krzyknął. Nie podnosi na mnie głosu, więc lekko mnie to przeraziło...
-Przepraszam, ale Ty też mi coś obiecywałeś! Już o tym zapomniałeś? Mówiłeś, że nic nas nie rozdzieli, że zawsze będziemy razem i że kochasz tylko mnie! Słowa rzucane na wiatr! -z moich oczu pociekły łzy.
-Nie chciałem tego! Dobrze o tym wiesz! -nastała chwila ciszy, w której ja patrzyłem za okno samochodu cicho szlochając. -Przepraszam. Jestem idiotą. Nie powinienem był ani iść do łóżka z Eleanor, ani teraz na Ciebie naskakiwać. Obie te rzeczy to błędy. Wiesz, że Cię kocham? -kontynuował czule. Pokiwałem głową, a on chwycił moją twarz w dłonie i przetarł łzę z mojego policzka uśmiechając się.
-Chodźmy do domu. -odpowiedziałem. Wysiadłem z samochodu zabierając uprzednio kwiaty, będące prezentem od Lou. Mężczyzna zamykając drzwi się odezwał:
-Hazz? Jest jeszcze jedna sprawa. -mówił spokojnie i wyglądał na smutnego.
-Tak? -zapytałem prawie będąc już na chodach na górę.
-Wkrótce przyjdzie do Nas kurator sądowy. Zapewne Danielle Ci o tym mówiła. Wiesz też, że to bardzo ważne. Nikt nie może dowiedzieć się o Twoim kilkudniowym zniknięciu, ani tym bardziej o naszym związku.
-Ale przecież nie byłem przez kilka dni w szkole i...
-Mogę napisać Ci zwolnienie lekarskie z datą sprzed tygodnia. Byłeś przeziębiony.
-Louis, ja nie potrafię dobrze udawać...
-Ja też, chociaż próbowałem się dostać do szkoły aktorskiej. Może gdybym to zrobił potrafiłbym... Poradzimy sobie. -ponownie dzisiaj obdarzył mnie uśmiechem z kolekcji 'ciepłe i serdeczne'. Poszedłem do pokoju zamykając drzwi. Położyłem się na łóżku i przytulając moje ciało do poduszki pozwoliłem wypływać łzom na materiał. Po kilku godzinach, w trakcie których się uspokoiłem i wszystko sobie przemyślałem postanowiłem odwiedzić Perrie.
-Wychodzisz? -zapytał Louis widząc mnie ubierającego buty.
-Tak. Niedługo wrócę. Nie martw się o mnie. -po prostu wyszedłem. To boli nie móc czule się z nim pożegnać. Nie powinienem tego jeszcze robić. Po krótkiej wędrówce zimnymi ulicami Londynu zadzwoniłem dzwonkiem do mieszkania mojej przyjaciółki, a po chwili byłem już w środku. Blondynka objęła mnie na przywitanie, a ja nie opierałem się jej. Kocham się przytulać. Ona najwyraźniej też.
-Co się stało? Wyglądasz jakbyś płakał... -w jej głosie wyczułem zmartwienie.
-Trochę pokłóciłem się z Lou. Już jest dobrze...
-Może nie powinnam tego mówić, bo nie znam Louisa na tyle, by go oceniać. Nawet w ogóle go nie znam... W każdym razie nie wydaje mi się być kimś na kogo zasługujesz...
-Czemu tak myślisz? -zapytałem. Byłem zdziwiony tym co mi powiedziała.
-Jeśli rani Ciebie i Twoje serce to nie powinien mieć możliwości robić tego ponownie. Nie ufam mu... -kontynuowaliśmy rozmowę, jednak na bardziej luźne tematy. Dziewczyna opowiedziała mi o liście od Jade i pokazała nowe zdjęcie, które było w kopercie. Razem z bałwanem. Uśmiechnąłem się do siebie widząc nos z marchewki. Louis by się ucieszył... Na dodatek bałwan, śnieg... Gdy zrobiło się późno wróciłem do domu. Tommo już najwyraźniej spał, bo nie było go w na dole. Przez uchylone drzwi wszedłem do jego pokoju. Spał w ubraniu, więc albo był zmęczony, albo zasnął niechcący przy czekaniu, aż wrócę. Okryłem go kołdrą i pocałowałem lekko w czoło. Sam również postanowiłem nie hałasować i odpłynąć w świat snów. *** Usłyszałem dzwonek budzika i zacząłem go szukać wokół mnie. Nie mogąc go znaleźć postanowiłem jednak użyć do poszukiwań wzroku. Otworzyłem oczy, a nade mną stało Louis z dzwoniącym potworem w ręku.
-Wstawaj śpiochu!
-Fajny sposób na pobudkę... Będę mieć koszmary! -udawałem obrażonego.
-Już dobrze. Wiesz, że dziś sobota. Prawda?
-Jak to sobota? Przecież wczoraj był...
-Piątek.
-Ah, no tak... Która godzina?
-Przed dwunastą. Chodź na obiad. Mam dla Ciebie prezent. -wyszedł z mojego pokoju.
-Znowu napadłeś na kwiaciarnię!? -krzyknąłem za nim, żeby usłyszał.
-Tym razem nie. -odkrzyknął. Wstałem z łóżka przeczesując włosy. Ubrałem koszulkę przypominając sobie, że powinna tu być pani Jay.
-Gdzie Twoja mama? Jeszcze niedawno tu była, a teraz jakby... Jej nie ma? -zapytałem siadając na krześle.
-Nie mówiłem Ci? Postanowiła Nam nie przeszkadzać i chwilowo zamieszka w jakimś hotelu. Próbowałem ją przekonać, żeby została, ale była uparta. -postawił przede mną talerz makaronu z jakimś sosem, którego jeszcze nie widziałem.
-Nowe danie?
-Tak. sos ze zmielonego groszku i fasoli. -nie brzmiało zbyt dobrze i apetycznie, ale nie było takie złe. Ważne, że to nie sos mięsny z jabłkami. Tego już nie przełknę... Gdy zjedliśmy chciałem pozmywać, ale Tommo mnie wyręczył.
-Teraz czas na prezent! -krzyknął radośnie i wyjął z szafki torebeczkę w serduszka, z pudełkiem w środku.
-Dziękuję, nie trzeba było... -okazało się, że to nowy telefon. No tak... Poprzedni sobie pływa gdzieś w Tamizie. Louis nalegał, żebyśmy obejrzeli nasz ulubiony teleturniej. Tak też zrobiliśmy. To był dobry i wesoły dzień. *** Po tygodniu zacząłem się zastanawiać o co chodzi Louisowi z tymi prezentami, śniadaniami, obiadami i całą stertą innych jego pomysłów. Przez tak krótki czas dostałem od niego mnóstwo róż i innych kwiatów, pluszaki, tonę czekoladek, których oboje już nie jesteśmy w stanie zjeść, więc zaproponowałem zaprosić Nialla. Czy on przypadkiem nie próbuję mnie przekupić? Wczoraj byliśmy oglądać małe kotki... Nie zdziwię się, jeśli dzisiaj jakiegoś przyprowadzi. Ważne, że spędzamy razem dużo czasu i już nie czuję się przy Nim dziwnie. Chyba nadszedł już czas, aby zrobić krok do przodu...
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Ten rozdział miał być później, ale dzięki komuś, kto pomógł mi odzyskać wenę jest jeszcze dzisiaj. Właśnie tej osobie pragnę zadedykować ten fragment historii Larry'ego. Mam na myśli moją kochaną Kate ( @LikeHazzDimples ). Dziękuję Ci za wszystko. Głownie za to, że po prostu jesteś. Wracając do rozdziału: nie jest rewelacją, ale mam nadzieję, że nie okazał się porażką. Nie wiem kiedy kolejny. Jak zwykle zresztą. Staram się dodawać wszystko najszybciej jak mogę. Mam pewien ambitny plan, żeby to opowiadanie skończyć na przełomie marca-kwietnia. Wpadł mi do głowy nowy pomysł. Kontynuacja tego opowiadania, ale jednocześnie zupełnie nowa historia. Takie dwa w jednym. Nie wiem co z tego wyjdzie, ale bardzo mi się podoba zaplanowana fabuła. Nie przedłużam, jest już późno... Jeśli czytasz, zostaw komentarz lub głos w ankiecie (jeśli jeszcze tego nie zrobiłaś/eś) :D Pozdrawiam:*
Subskrybuj:
Posty (Atom)