04 lutego, 2013

Rozdział 36


***HARRY***

Zastanawia mnie dlaczego wczoraj wieczorem Louis do późna siedział pod drzwiami do mojego pokoju. Właściwie chodził w kółko. Czekałem, aż wejdzie, ale to się nie stało. Chciałem go wpuścić, chociaż byłem pewien, że chce ze mną porozmawiać o czymś ważnym i trudnym. Po porannym prysznicu ubrałem się i zszedłem do kuchni, po której Tommo się krzątał wesoło nucąc i kręcąc biodrami. Nie zauważył mojej obecności, a ja patrzyłem na Niego w tej uroczej sytuacji. Po chwili odchrząknąłem, a on przywitał się miło. Chciał mnie pocałować w policzek, ale odsunąłem się lekko. Uśmiechnął się tylko i podał mi różowy kubek z kakao. Wypiłem kilka łyków i przed sobą miałem talerz pełen naleśników z truskawkami i bitą śmietaną. Skąd on wziął świeże truskawki w lutym?
-Smacznego. -powiedział siadając naprzeciwko mnie.
-A Ty nie zjesz? -zapytałem.
-Nie jestem głodny. Za chwilę muszę iść na dyżur. -spróbowałem posiłku przygotowanego dla mnie i muszę przyznać, że był pyszny. Trochę krępował mnie wzrok Tommo zawieszony na mnie przez cały ten czas, ale starałem się nie zwracać na to uwagi.
-Dziękuję. -odezwałem się po śniadaniu dopijając szybko napój. Otrzymałem tylko miły uśmiech.
-Podwieźć Cię do szkoły?
-Nie trzeba, to nie daleko. Mogę iść pieszo. -odparłem.
-Więc, może odprowadzić Cię? -po chwili ciszy usłyszałem w jego głosie nutkę nadziei.
-Skoro nalegasz... -ubierałem płaszcz, w czym chłopak mi pomógł. Chciałem wziąć torbę na ramię, ale on ją wziął.
-Louis?
-Tak? -obrócił się w moją stronę i spojrzał na mnie niewinnie.
-Poradzę sobie. -wyciągnąłem rękę, a po chwili poczułem na niej niewielki ciężar torby. Szliśmy w ciszy. Żaden z Nas nie powiedział nawet słowa. Gdy byliśmy blisko budynku szkoły Boo mnie objął i życzył miłego dnia. Odpowiedziałem mu tym samym. Po chwili ujrzałem Zayna palącego papierosa. Nie robi tego często, ale mimo wszystko. Gdy mnie zauważył wyrzucił zawinięty w papier tytoń na ziemię, po czym zgasił go butem i zaczął iść w moją stronę. Przywitaliśmy się i udaliśmy się na lekcje, które dziś minęły przyjemnie. W trakcie przerw wygłupialiśmy się z Malikiem i Horanem. Dziwnie, że nie widziałem jeszcze Eleanor. Po ostatnim dzwonku przed szkołą zauważyłem Lou opartego o samochód z bukietem czerwonych róż. Zakryłem twarz dłońmi. To trochę głupi pomysł zważając na miejsce... Szatyn szedł za mną krok w krok.
-Po co te kwiaty? -zapytał w końcu mulat gdy byliśmy w drodze do Tommo.
-Jeszcze nie wiem, ale za chwilę się dowiem. -odpowiedziałem i przyspieszyłem kroku.
-Cześć Harry. Cześć... Zayn? Co Ty tu robisz? -powiedział Louis ze zdziwioną miną.
-Jak to co? Uczę się! -odburknął.
-Tsaa, jasne!
-Spokojnie! -krzyknąłem, gdy zaczęli się do siebie agresywnie przybliżać. Czyżbyśmy znowu musieli przerabiać to samo?
-Po co Ci te kwiatki? -wydukał Zayn.
-Bo my... Ja i Harry... -próbował coś powiedzieć.
-Jedziemy dzisiaj do Danielle. Pospieszmy się. Nie chcemy, żeby na Nas czekała. -skierowałem swój głos w stronę starszego z nich. Pomachałem ręką do przyjaciela, a on zrobił to samo. Wsiadłem do samochodu powstrzymując Lou, przed otwarciem mi drzwi. W ciszy jechaliśmy w stronę domu. Nie minęło kilka minut, a już byliśmy na miejscu.
-Sądzę, że powinniśmy porozmawiać. Nie wiem o czym Ty chciałeś wczoraj wieczorem ze mną mówić, ale to najwidoczniej ważne.
-Tak masz rację. Porozmawiajmy teraz. A te kwiaty... są dla Ciebie. -podał mi je.
-Dziękuję. Nie zauważyłem.
-Posłuchaj. Ktoś powiedział mi o Twoich bliznach na rękach. Dlaczego to zrobiłeś? Obiecałeś mi! -krzyknął. Nie podnosi na mnie głosu, więc lekko mnie to przeraziło...
-Przepraszam, ale Ty też mi coś obiecywałeś! Już o tym zapomniałeś? Mówiłeś, że nic nas nie rozdzieli, że zawsze będziemy razem i że kochasz tylko mnie! Słowa rzucane na wiatr! -z moich oczu pociekły łzy.
-Nie chciałem tego! Dobrze o tym wiesz! -nastała chwila ciszy, w której ja patrzyłem za okno samochodu cicho szlochając. -Przepraszam. Jestem idiotą. Nie powinienem był ani iść do łóżka z Eleanor, ani teraz na Ciebie naskakiwać. Obie te rzeczy to błędy. Wiesz, że Cię kocham? -kontynuował czule. Pokiwałem głową, a on chwycił moją twarz w dłonie i przetarł łzę z mojego policzka uśmiechając się.
-Chodźmy do domu. -odpowiedziałem. Wysiadłem z samochodu zabierając uprzednio kwiaty, będące prezentem od Lou. Mężczyzna zamykając drzwi się odezwał:
-Hazz? Jest jeszcze jedna sprawa. -mówił spokojnie i wyglądał na smutnego.
-Tak? -zapytałem prawie będąc już na chodach na górę.
-Wkrótce przyjdzie do Nas kurator sądowy. Zapewne Danielle Ci o tym mówiła. Wiesz też, że to bardzo ważne. Nikt nie może dowiedzieć się o Twoim kilkudniowym zniknięciu, ani tym bardziej o naszym związku.
-Ale przecież nie byłem przez kilka dni w szkole i...
-Mogę napisać Ci zwolnienie lekarskie z datą sprzed tygodnia. Byłeś przeziębiony.
-Louis, ja nie potrafię dobrze udawać...
-Ja też, chociaż próbowałem się dostać do szkoły aktorskiej. Może gdybym to zrobił potrafiłbym... Poradzimy sobie. -ponownie dzisiaj obdarzył mnie uśmiechem z kolekcji 'ciepłe i serdeczne'. Poszedłem do pokoju zamykając drzwi. Położyłem się na łóżku i przytulając moje ciało do poduszki pozwoliłem wypływać łzom na materiał. Po kilku godzinach, w trakcie których się uspokoiłem i wszystko sobie przemyślałem postanowiłem odwiedzić Perrie.
-Wychodzisz? -zapytał Louis widząc mnie ubierającego buty.
-Tak. Niedługo wrócę. Nie martw się o mnie. -po prostu wyszedłem. To boli nie móc czule się z nim pożegnać. Nie powinienem tego jeszcze robić. Po krótkiej wędrówce zimnymi ulicami Londynu zadzwoniłem dzwonkiem do mieszkania mojej przyjaciółki, a po chwili byłem już w środku. Blondynka objęła mnie na przywitanie, a ja nie opierałem się jej. Kocham się przytulać. Ona najwyraźniej też.
-Co się stało? Wyglądasz jakbyś płakał... -w jej głosie wyczułem zmartwienie.
-Trochę pokłóciłem się z Lou. Już jest dobrze...
-Może nie powinnam tego mówić, bo nie znam Louisa na tyle, by go oceniać. Nawet w ogóle go nie znam... W każdym razie nie wydaje mi się być kimś na kogo zasługujesz...
-Czemu tak myślisz? -zapytałem. Byłem zdziwiony tym co mi powiedziała.
-Jeśli rani Ciebie i Twoje serce to nie powinien mieć możliwości robić tego ponownie. Nie ufam mu... -kontynuowaliśmy rozmowę, jednak na bardziej luźne tematy. Dziewczyna opowiedziała mi o liście od Jade i pokazała nowe zdjęcie, które było w kopercie. Razem z bałwanem. Uśmiechnąłem się do siebie widząc nos z marchewki. Louis by się ucieszył... Na dodatek bałwan, śnieg... Gdy zrobiło się późno wróciłem do domu. Tommo już najwyraźniej spał, bo nie było go w na dole. Przez uchylone drzwi wszedłem do jego pokoju. Spał w ubraniu, więc albo był zmęczony, albo zasnął niechcący przy czekaniu, aż wrócę. Okryłem go kołdrą i pocałowałem lekko w czoło. Sam również postanowiłem nie hałasować i odpłynąć w świat snów. *** Usłyszałem dzwonek budzika i zacząłem go szukać wokół mnie. Nie mogąc go znaleźć postanowiłem jednak użyć do poszukiwań wzroku. Otworzyłem oczy, a nade mną stało Louis z dzwoniącym potworem w ręku.
-Wstawaj śpiochu!
-Fajny sposób na pobudkę... Będę mieć koszmary! -udawałem obrażonego.
-Już dobrze. Wiesz, że dziś sobota. Prawda?
-Jak to sobota? Przecież wczoraj był...
-Piątek.
-Ah, no tak... Która godzina?
-Przed dwunastą. Chodź na obiad. Mam dla Ciebie prezent. -wyszedł z mojego pokoju.
-Znowu napadłeś na kwiaciarnię!? -krzyknąłem za nim, żeby usłyszał.
-Tym razem nie. -odkrzyknął. Wstałem z łóżka przeczesując włosy. Ubrałem koszulkę przypominając sobie, że powinna tu być pani Jay.
-Gdzie Twoja mama? Jeszcze niedawno tu była, a teraz jakby... Jej nie ma? -zapytałem siadając na krześle.
-Nie mówiłem Ci? Postanowiła Nam nie przeszkadzać i chwilowo zamieszka w jakimś hotelu. Próbowałem ją przekonać, żeby została, ale była uparta. -postawił przede mną talerz makaronu z jakimś sosem, którego jeszcze nie widziałem.
-Nowe danie?
-Tak. sos ze zmielonego groszku i fasoli. -nie brzmiało zbyt dobrze i apetycznie, ale nie było takie złe. Ważne, że to nie sos mięsny z jabłkami. Tego już nie przełknę... Gdy zjedliśmy chciałem pozmywać, ale Tommo mnie wyręczył.
-Teraz czas na prezent! -krzyknął radośnie i wyjął z szafki torebeczkę w serduszka, z pudełkiem w środku.
-Dziękuję, nie trzeba było... -okazało się, że to nowy telefon. No tak... Poprzedni sobie pływa gdzieś w Tamizie. Louis nalegał, żebyśmy obejrzeli nasz ulubiony teleturniej. Tak też zrobiliśmy. To był dobry i wesoły dzień. *** Po tygodniu zacząłem się zastanawiać o co chodzi Louisowi z tymi prezentami, śniadaniami, obiadami i całą stertą innych jego pomysłów. Przez tak krótki czas dostałem od niego mnóstwo róż i innych kwiatów, pluszaki, tonę czekoladek, których oboje już nie jesteśmy w stanie zjeść, więc zaproponowałem zaprosić Nialla. Czy on przypadkiem nie próbuję mnie przekupić? Wczoraj byliśmy oglądać małe kotki... Nie zdziwię się, jeśli dzisiaj jakiegoś przyprowadzi. Ważne, że spędzamy razem dużo czasu i już nie czuję się przy Nim dziwnie. Chyba nadszedł już czas, aby zrobić krok do przodu...
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Ten rozdział miał być później, ale dzięki komuś, kto pomógł mi odzyskać wenę jest jeszcze dzisiaj. Właśnie tej osobie pragnę zadedykować ten fragment historii Larry'ego. Mam na myśli moją kochaną Kate ( @LikeHazzDimples ). Dziękuję Ci za wszystko. Głownie za to, że po prostu jesteś. Wracając do rozdziału: nie jest rewelacją, ale mam nadzieję, że nie okazał się porażką. Nie wiem kiedy kolejny. Jak zwykle zresztą. Staram się dodawać wszystko najszybciej jak mogę. Mam pewien ambitny plan, żeby to opowiadanie skończyć na przełomie marca-kwietnia. Wpadł mi do głowy nowy pomysł. Kontynuacja tego opowiadania, ale jednocześnie zupełnie nowa historia. Takie dwa w jednym. Nie wiem co z tego wyjdzie, ale bardzo mi się podoba zaplanowana fabuła. Nie przedłużam, jest już późno... Jeśli czytasz, zostaw komentarz lub głos w ankiecie (jeśli jeszcze tego nie zrobiłaś/eś) :D Pozdrawiam:*

31 stycznia, 2013

Rozdział 35



***LOUIS***

Minął tydzień od zamieszkania Harry'ego z Danielle, a u mnie nie wiele się zmieniło. Chociaż mama postanowiła mnie odwiedzić. Nie robiła tego bez powodu przez wiele lat. Twierdzi, że pokłóciła się z tatą i wzięła urlop, żeby zobaczyć co u jej ukochanego synka. Dzisiejsze popołudnie jest co najmniej dziwne. Niall i Nathalie postanowili mnie odwiedzić. N&N. Fajnie to brzmi... Wciąż jest mama no i Nick. Kolejna litera 'N'. To jakaś klątwa? Twierdzi, że jeśli dalej tak pójdzie to wpadnę w depresję. Zaprosił wielu naszych kumpli ze studiów do mojego domu tylko dlatego, że nie miałem ochoty iść na imprezę. Nie mam pojęcia czyim pomysłem było włączenie głośno muzyki i przyniesienie alkoholu. Pewnie Stan'a... Jay już narzeka, że jako lekarz nie powinienem brać udziału w takich imprezach. Tylko ja tutaj nie biorę w niczym udziału. Siedzę sobie i patrzę w telewizor próbując nie wyrzucić wszystkich z domu. N&N siedzą prawie obok mnie i się przytulają. Najwidoczniej nie mają ochoty się bawić 'po studencku'. Ja też. Nie chodzi o to, że nie lubię tego. Po prostu nie mam nastroju do zabawy. Zdziwiłem się gdy usłyszałem dzwonek do drzwi. Jakim cudem go słyszę w tym hałasie? A jeśli to kolejni goście? Kto to mógłby być? Może Zayn chce mi dać kolejną lekcję... Okaże się. Leniwie wstałem z kanapy i poszedłem otworzyć. Gdy moim oczom ukazał się Harry, uśmiechnąłem się najszczerzej jak potrafię.
-Chciałem porozmawiać, ale widzę, że dobrze się bawisz... Nie będę Ci przeszkadzać... -powiedział chłopak z lokami i po prostu sobie poszedł. Nie zważając na to, że pada deszcz, jest zimno i nie jestem zbyt ciepło ubrany szybko ubrałem buty i pobiegłem za Nim. Oczywiście nie miał parasola, ani nic przeciwdeszczowego. Gdy byłem blisko Niego odezwałem się.
-Przepraszam. Ja nie chciałem, na prawdę... Co mogę zrobić, żebyś mi wybaczył? -chłopak odwrócił się słysząc moje słowa.
-Nie chodzi o to, że nie chcę Ci wybaczyć. Bo chcę... Ale nie potrafię. Proszę, zrozum. -odpowiedział.
-Myślę, że mam Ci coś do wyjaśnienia. Przez pewien czas zastanawiałem się jak Ci to powiedzieć, ale nie miałem zamiaru kłamać. Wszystko co powiem to prawda, tylko trudno ją wytłumaczyć...
-Więc czekam. -powiedział lekko oschle. Wciąż nie patrzył mi w oczy. Ja chciałem w nie spojrzeć, ale nie zbyt mi to wychodziło, gdyż Hazza zerkał co chwila na boki lub pod nogi.
-Tamtego dnia byłem kompletnie pijany. Powodem tego, że sporo wypiłem była praca. Na moim stole operacyjnym zginął człowiek. Byłem załamany i nie wiem co strzeliło mi do głowy, aby wpaść do tego baru. Chciałem zadzwonić po Nicka, żeby Ciebie nie martwić moim nie zbyt dobrym stanem. Pomyliłem numery zatelefonowałem do Eleanor. Ona po mnie przyjechała i zabrała mnie do domu. Cały czas mnie prowokowała, a ja nie miałem nad sobą kontroli. Pamiętam to jak przez mgłę... Ona mnie pocałowała i jakoś tak wyszło... Do niczego między Nami nie doszło... -wyjaśniłem.
-Danielle mi to wszystko powiedziała. Nie wiem czy to nie było nic... Obiecałeś, że zawsze będziemy razem, że nic ani nikt Nas nie rozdzieli. Mówiłeś, że kochasz tylko mnie... Na co to wszystko? -zaczął płakać i mówić cicho.
-Ciii, nie płacz, proszę... Moje serce pęka gdy widzę Cię smutnym. Hazz, posłuchaj. Kocham tylko Ciebie, proszę, zrozum. To był niewinny pijacki wybryk. Ja tego nie chciałem, brzydzę się sobą za to co zrobiłem. Wiem, że to nie łatwe, ale spróbuj mi wybaczyć...
-Też Cię kocham... Lou, proszę, przytul mnie i powiedz, że wszystko będzie dobrze... -wyszeptał i spojrzał w moje oczy. Po jego policzkach spływały łzy. Bez chwili wahania objąłem go najmocniej jak potrafiłem. Tęskniłem za tym... Trwaliśmy przez jakiś czas w uścisku, gdy Harry na mnie ponownie spojrzał. Przybliżyłem moją twarz do jego i na jego wargach złożyłem delikatny pocałunek. Już miałem go przerwać, ale chłopak go odwzajemnił. Pogłębiłem zbliżenie naszych ust. Czułem jak krople deszczu wpływają po mojej twarzy, ale nie przeszkadzało mi to. Wręcz przeciwnie. Gdy potrzebowałem zaczerpnąć powietrza oderwałem się od niego, nasze czoła się stykały, a my patrzyliśmy sobie w oczy.
-Wszystko będzie dobrze. -wyszeptałem uśmiechając się, a Loczek również się uśmiechnął. Ujrzałem te śliczne dołeczki w jego policzkach i stwierdziłem, że jest dosyć chłodno. Złapałem go za rękę, która również nie była zbyt ciepła.
-Chodźmy do domu, dobrze? Bo jeszcze się przeziębisz...
-Nie mam ochoty na zabawę, która tam najwyraźniej trwa.
-Zawsze mogę ją przerwać i wyprosić wszystkich. Mama niestety zostanie, więc nie będziemy sami.
-Zaraz. Co tu robi Twoja mama? -zapytał robiąc zdziwioną minę.
-Odwiedza mnie. Pokłóciła się z tatą i wsiadła w pierwszy samolot do Londynu. -pociągnąłem go za dłoń. Nie byliśmy daleko. Po wejściu do budynku wyłączyłem muzykę, na co niewielki tłum zareagował patrząc z moją stronę. Oznajmiłem, że impreza się skończyła i zapraszam innym razem, mimo iż w najbliższym czasie nie mam takich planów. Niall i Nathalie postanowili, że również już pójdą. Poczekałem, aż wszyscy znikną w drzwiach. Ze mnie i Hazzy kapała woda, on na dodatek się trząsł z zimna.
-Chodź do się przebrać i wziąć ciepły prysznic. -zaproponowałem.
-Poradzę sobie sam. -po czym wyszedł schodami na górę. Moja mama właśnie wyszła z pokoju.
-Widzę, że wszyscy poszli. Wreszcie. Przemokłeś! Zrobię Ci herbaty... -głos Jay był lekko zachrypnięty. Czyżby płakała? Nie wiem...
-Zrób dwie. -też poszedłem do swojego pokoju po ubrania. W łazience słyszałem dźwięk spływającej wody. Nacisnąłem na klamkę, ale drzwi były zamknięte. Dobrze przynajmniej, że w domu są dwie łazienki. Sam również zdjąłem ubranie i wszedłem pod ciepłą wodę. Wysuszyłem włosy ręcznikiem, a potem suszarką. Ułożyłem je tak jak zwykle i ubrałem koszulkę, którą Harry lubi gdy noszę oraz obcisłe spodnie. Stwierdziłem, że mój tyłek wygląda całkiem nieźle. Zszedłem na dół, a w kuchni Jay siedziała przy stoliku z Loczkiem. O czymś rozmawiali, ale przestali gdy mnie zauważyła. Podała mi mój kubek z gorącym napojem i powiedziała, że musi iść na zakupy. Postanowiłem zacząć rozmowę.
-Więc, wybaczysz mi? -zapytałem z nadzieją w głosie.
-Dobrze... Ale mimo wszystko nie jestem gotowy, żebyśmy od razu byli razem tak jak wcześniej. Poczekajmy...
-Co masz na myśli? -zapytałem.
-Wiesz co mam na myśli.
-W porządku. Chcę tylko abyś pamiętał o jednym. Kocham Cię i bez względu na wszystko zawsze będę .

***NICK***

Głupio się czuję z wiedzą, że Louis nie chciał tej imprezy, którą mu zrobiłem. Na dodatek akurat wtedy, kiedy Harry się u Niego pojawił. Widzę, że jest lepiej bo wrócili razem. Nie sądzę, by Loczek tak szybko chciał znów być z Tommo. Może czuć do Niego lekki uraz za to co widział. Mam nadzieję, że to nie potrwa długo, ani nie podejmie pochopnie decyzji wbrew sobie. Powinienem z Nim porozmawiać. Nie do końca jak z pacjentem, chociaż nie jak z przyjacielem. Tak po środku. Ciekawe czy moje obawy w stosunku do Niego się potwierdziły... Umiem czytać z mowy ciała, a Zayn lekko mnie niepokoi. Martwił się o Hazzę za bardzo jak na przyjaciela. Z Nim też powinienem pogadać, chociaż nie sądzę byśmy jeszcze mieli okazję się spotkać. Chyba trochę za bardzo się w to wszystko wtrącam. Od zawsze tak mam... Szkoda, że nie zainterweniowałem w sprawie Pixie... Może dziś wiedziałbym gdzie ona jest.


***PERRIE***

Ciekawe jak tam rozmowa Harry'ego z Louisem. Swoją drogą, muszę go kiedyś poznać. Mam nadzieję, że będę mieć ku temu okazję. Jeśli się kochają to dadzą sobie radę. Tak jak ja i Jade. Wciąż żyję nadzieją, że jeszcze będziemy razem. Hazz mi w pewien sposób pomógł, bo moi rodzice myśląc, że mam chłopaka 'poluzowali mi łańcuchy'. Od przyszłego tygodnia będę znów chodzić do szkoły. Pociesza mnie to, że znam tam kogoś. Podobno w mojej klasie będzie Zayn. Ten o którym opowiadał mi Loczek kilka razy. Niall również jest z tego samego roku, a jednak o Nim nie wiem wiele. Ciekawe czy mnie polubią... Moja dziewczyna, bo wciąż nie zerwałyśmy wysłała mi zdjęcie z bałwanem, którego sama ulepiła. Ucieszyłam się widząc ją radosną, a jednak w sercu poczułam ukłucie. Chciałabym być teraz z nią, zamiast samej spacerować po Londynie. Od zawsze lubiłam spacery. Uspokajają mnie i pomagają myśleć. Poproszę tatę, żeby oddał mi telefon. Może się zgodzi...
----------------------------------------------------------------------------------------------------------
Wreszcie jest! Wydaje mi się, że wyszło dosyć krótko, ale chciałam skończyć jeszcze dzisiaj. W zasadzie gdybym nie czytała w czasie pisania innych opowiadań, od których szczerze mówiąc ciężko się oderwać wyszłoby lepiej. Nie wiem. Tak jak pisałam poprzednio, możecie się podpisywać nazwami z Twittera, brać udział w ankiecie po prawej stronie i zadawać pytania do postaci. Bla bla bla. To samo piszę zawsze, już nie wiem nawet po co. Dla odmiany napiszę coś innego: herbatę słodzę dwoma łyżeczkami cukru. Pewnie obchodzi Was to jak zeszłoroczny śnieg. Pozdrawiam. Miłych Hazzowych urodzin życzę! :D

29 stycznia, 2013

Rozdział 34


***HARRY***

Gdy zjedliśmy obiad z Danielle dziewczyna postanowiła odwiedzić Louisa i powiedzieć mu, że zostanę na jakiś czas u niej. Powiedziała też, że zabierze trochę moich rzeczy. Czekałem na jej powrót oglądając spokojnie telewizję. Gdy drzwi się otworzyły, mulatka weszła szybko do mieszkania, zostawiając Tomlinsona po drugiej stronie. Najwidoczniej chciał ze mną porozmawiać. Gdy go zobaczyłem z moich oczu pociekły łzy.
-Hazz, spokojnie... Wiem, że nie chcesz jeszcze z Nim rozmawiać, ale on nie chciał słuchać i postanowił przyjechać ze mną. -przytuliła mnie.
-Dan, ja dalej go kocham... -powiedziałem przez łzy. Po chwili usłyszałem pukanie.
-Harry, Harry! Proszę! Porozmawiajmy! Chcę Ci to wytłumaczyć. Harry! -Louis głośno mówił, może nawet krzyczał waląc w drzwi.
-Mówiłam mu przecież... Zróbmy tak. Włączę głośno muzykę i zapomnimy, że on tam jest. Okej? -zaproponowała, a ja się zgodziłem. Po chwili słyszałem dźwięki pozwalające zagłuszyć prośby chłopaka. Tak bardzo chciałbym go przytulić... Pielęgniarka chyba to wyczuła, bo sama mnie ponownie objęła. Po jakimś czasie muzyka przestała grać i nie było słychać już nic. Lou najwyraźniej sobie poszedł.
-Obiecałam Ci, że zrobię wszystko byś nie musiał z Nim rozmawiać, ale on potrzebuje Ci to wyjaśnić... Ma nadzieję, że mimo wszystko jesteś w stanie mu wybaczyć i wszystko będzie dobrze. Teraz ty obiecaj coś mi. Nawet kilka rzeczy...
-Dobrze.
-Po pierwsze nie zrobisz już sobie krzywdy. Wiesz co mogło Ci się stać? Wiesz, że cierpielibyśmy? Ja, Lou, Nick, Zayn, Niall... Nie rób tego więcej. Proszę... Po drugie spróbujesz wszystko przemyśleć na spokojnie. Wiem, że to wszystko to nie Twoja wina, a Tommo Cię zranił. Kochasz go. On kocha Ciebie. Każdy zasługuje na drugą szansę. Po trzecie zastanowisz się nad tym co dalej. Czy masz zamiar wrócić do Lou, czy może zostać ze mną na dłużej. Może być?
-Zgoda. -odparłem lekko się uśmiechając.
-A teraz pora spać, jutro musisz iść do szkoły.
-Nie jest jeszcze bardzo późno, mógłbym na chwilę wyjść? Proszę... -zrobiłem błagającą minę.
-Tylko masz wrócić przed północą. I nie rób nic głupiego... Ja już pójdę spać. Jutro ciężki dzień. -odpowiedziała dziewczyna.
-Dobranoc Dani. Dziękuję. -pocałowałem ją w policzek.
-Poczekaj, klucze! -rzuciła mi metalowe przedmioty zamocowane na srebrnym kółeczku. Wyszedłem z mieszkania i udałem się w stronę domu Zayna. Nie mam pewności, że się o mnie martwił, ale chciałbym się z Nim zobaczyć. Czyżbym tęsknił? Możliwe. Gdy dotarłem na miejsce zadzwoniłem dzwonkiem, a po chwili Pani Malik otwierała mi drzwi.
-Harry, dawno Cię u Nas nie było. Zayn mówił, że miałeś jakieś problemy. Wszystko w porządku? -zapytała miła kobieta.
-Przepraszam, że przychodzę o tej porze. Powiedzmy, że bywało lepiej. Jest może Zayn? -zapytałem posyłając mamie mojego przyjaciela miły uśmiech.
-Tak, wejdź. -odpowiedziała. -Zayn! Masz gościa! -krzyczała w stronę schodów.
-Już idę... -głos mulata dobiegał z jego pokoju. -Harry! -przytulił mnie, a moja twarz znalazła się w zagłębieniu jego szyi. Lubiłem tak obejmować Lou...
-Ja nie będę Wam przeszkadzać... -do moich oczu dobiegł dźwięk oddalającej się rodzicielki szatyna.
-Zi, przepraszam, że tak zniknąłem. Odezwałbym się wcześniej, ale jakoś tak wyszło... -powiedziałem zmieszany.
-Najważniejsze, że nic Ci nie jest. Nick podejrzewał, że... Nie ważne! -urwał swoją wypowiedź.
-Co podejrzewał? Ohh, nie musisz mówić. Nie chcę o tym rozmawiać... -domyśliłem się o co mogło mu chodzić.
-Jak z Louisem? Pogodziliście się? Nie wiem o co chodziło, jeśli nie chcesz, nie będę zadawać pytań... -ucieszyłem się na tą wypowiedź.
-Niezbyt dobrze. Chwilowo zostanę u Danielle. -odpowiedziałem beznamiętnie.
-Jeśli chcesz, mógłbyś zostać u mnie. -zaproponował Malik.
-Nie trzeba. Poza tym nie chcę Ci sprawiać problemów.
-Hazzie... Ty nigdy nie będziesz dla mnie problemem. -zaprotestował chłopak.
-W każdym razie powinienem już wracać. Przyszedłem tylko się z Tobą zobaczyć. Widzimy się jutro? Prawda? -zasugerowałem mulatowi.
-Oczywiście, że tak. Więc... Do jutra. -odprowadził mnie do drzwi. Wychodząc poczułem się dziwnie obejmując go na pożegnanie. Nasze twarze znalazły się niebezpiecznie blisko, a Zayn zachował się jakby próbował mnie pocałować. Zapewne tylko mi się tak wydawało. Chociaż sam nie wiem... Wróciłem do mieszkania Danielle i zamknąłem drzwi. Wcześniej dziewczyna pokazała mi pokój, który mogę zajmować. Teraz wszedłem do niego i zobaczyłem torbę, którą mulatka przyniosła nie dawno. Był w niej laptop, kilka książek, kosmetyki i ubrania. Poszedłem do łazienki i gdy wyjąłem z kosmetyczki żel pod prysznic okazało się, że należy do Louisa. Po moim policzku spłynęła łza. Przypomniałem sobie Nas razem... Miałem to wszystko przemyśleć. usiadłem na podłodze przyciągając kolana do twarzy, a z moich oczu ponownie ciekły łzy.
-Lou, dlaczego to zrobiłeś? -powiedziałem na głos. Dlaczego moje serce nie potrafi zrobić kroku do przodu, tylko wciąż tkwię w tym martwym punkcie? Minęło kilka dni, a ja nie potrafię zmienić swoich uczuć, ani dopuścić do siebie myśli o zapomnieniu tej sytuacji. Czy gdybym go nie pokochał byłoby mi łatwiej? A może gdybym go kochał, a on nic do mnie nie czuł i nie wiedział o mojej miłości nie zwróciłbym nawet uwagi na to z kim sypia? Pytania na które nigdy nie dostanę odpowiedzi, bo czasu nie można cofnąć i nie można zmienić tego co jest głęboko w sercu... Odruchowo spojrzałem na wisiorek- połówkę serduszka z imieniem mojego ukochanego. Mimowolnie się uśmiechnąłem. Nie miałem zamiaru go zdejmować. To symbol naszego uczucia, które po mojej stronie mimo wszystko się nie zmieniło.


***ZAYN***

Moje serce podskoczyło w piersi, gdy zobaczyłem Harry'ego, który okazał się być cały i zdrowy. Brakowało mi go. Nie widzieliśmy się przez pewien czas, potem on wrócił, żeby znowu zniknąć. Mam już dość dawnych kumpli, którzy nalegają, żebym wrócić. 'Bez Ciebie to już nie to samo' usłyszałem dziś od Maxa. Wątpię, by to była prawda... Jedyne czego od nich chcę, to żeby dali spokój mnie, Horanowi i Loczkowi. O Nathalie i Eleanor nie muszę się martwić, chyba że zaatakują je cheerleaderki... El i jej pazurki dadzą sobie radę... Dziewczyna również pomogła szukać Hazzy. Jej entuzjazm mnie zaskoczył. Przez długi czas gapiła się na mnie. Myślałem, że jest zauroczona w Louisie, ale ludzie się mylą. Mnie ona w każdym razie nie interesuje. Kocham już kogoś innego. Kogoś, kto na to zasługuje bardziej niż ktokolwiek inny, ktoś bez kogo moje życie nie ma znaczenia, a poranki ze świadomością, że tego dnia go nie zobaczę są najgorszymi jakie mogę sobie tylko wyobrazić. Położyłem się do łóżka ze świadomością, że jutrzejszy dzień będzie udany. Przynajmniej ja zrobię wszystko by taki był. *** Ze snu wyrwał mnie krzyk mamy. 'Zayn, wstawaj! Spóźnisz się!'. Oczywiście, że zaspałem... Szybko zeskoczyłem z łóżka i pobiegłem do łazienki, którą akurat zajmowała moja siostra Waliyha. Prosiłem, by wyszła wiedząc, że rozpoczyna lekcje później ode mnie. Po długich przekonywaniach wpuściła mnie, a ja zamknąłem za sobą drzwi. Wziąłem szybki i zimny prysznic, który ocucił mnie po długiej nocy. Przypomniałem sobie mój dzisiejszy sen i uśmiechnąłem się sam do siebie. Założyłem ubranie, które wziąłem ze sobą wcześniej i zająłem się układaniem włosów. Postanowiłem zrobić to najszybciej jak mogę. Gdy skończyłem wybiegłem z pomieszczenia i udając się pośpiesznie do pokoju potknąłem się o moją torbę. No tak... Położyłem ją tutaj, żeby mieć bliżej. Zarzuciłem przedmiot na ramię. Pożegnałem się z mamą całusem i narzuciłem na siebie ciepłą, skórzaną kurtkę. Przed pierwszą lekcją nawet nie szukałem Harry'ego. Dopiero na trzeciej przerwie zastałem go ziewającego przy grzebaniu w szafce. Jego oczy były w pół zamknięte, wykorzystałem to i zasłoniłem je rękami od tyłu. Nie zgadł, że to ja. Nawet nie próbował. Widzę, że ktoś się nie wyspał...
-Dlaczego wszyscy mają taki dobry humor tak wcześnie rano? -wyjąkał po cichu.
-Witaj, też miło mi Cię widzieć. Wcale nie jest już tak wcześnie. Jest prawie dziesiąta. -zaśmiałem się, a chłopak rzucił na mnie mordercze spojrzenie. Jeszcze go obudzę. Nie wiem jak, ale coś wymyślę...
-Nie ważne. Jaką teraz masz lekcję? -zapytał bez zaciekawienia.
-Um... Chyba biologię. A Ty? -gdy wspomniałem ten przedmiot w oczach Loczka zauważyłem coś jakby... ból. Przez pewien czas nie można było go dostrzec, ale teraz znowu wrócił. Jednak już po chwili jego emocje zniknęły i odpowiedział beznamiętnie.
-Angielski. Miłej nauki! -zadzwonił dzwonek, a ja udałem się w kierunku sali biologicznej. Nie mam pojęcia, o co Loczkowi chodziło z tym przedmiotem. Minęło jeszcze kilka lekcji i przerw, a na każdej kolejnej Harry miał lepszy humor i był mniej zaspany. Po zakończeniu zajęć szkolnych wyszliśmy z budynku razem. Mój przyjaciel patrzył pod nogi i wydawał się być zamyślony. Niedaleko dostrzegłem samochód Louisa i jego stojącego przed nim.
-Hazzie, popatrz! Louis! -prawie krzyknąłem. Jego spojrzenie znów mnie zaniepokoiło. Znów ten sam smutek i cierpienie.
-Zi, nie chcę go widzieć, masz jakiś pomysł co zrobić, żeby Nas nie zobaczył? -dałem mu swoją czapkę i postanowiłem, że pójdziemy razem z resztą tłumu, aż do zakrętu.
-Chyba się udało. -poinformowałem chłopaka.
-Dzięki. -wysilił się na lekki uśmiech i objął mnie delikatnie, żeby po kilku sekundach szybko puścić i oddać nakrycie głowy.
-Dasz mi ją innym razem. Gdzie idziemy? -zapytałem. Chłopak zaczął grzebać po kieszeniach, po czym się zaśmiał sam do siebie. -O co chodzi? -byłem lekko zdziwiony jego zachowaniem.
-Szukałem telefonu, ale przypomniałem sobie, że miał... pewien wypadek. Zupełnie o tym zapomniałem... -odpowiedział.
-Proszę, jeśli chcesz zadzwoń, napisz czy co tam chcesz zrobić z mojego. -podałem mu komórkę, na co on zaśmiał się jeszcze głośniej.
-Jeszcze jeden problem. Ktoś z kim chce się skontaktować również ma... lekkie problemy. Jedyna opcja to ją odwiedzić. Chcesz iść ze mną? -cicho powiedział jakby z nadzieją.
-Nie mam pojęcia gdzie, po co i do kogo, ale jasne, że tak! Z Tobą wszędzie! -po czym szturchnąłem go po koleżeńsku łokciem w ramię. Szliśmy w ciszy przez pewien czas, gdy dotarliśmy do jakiejś kamienicy i weszliśmy do środka. Na trzecim piętrze zatrzymaliśmy się przy drzwiach, a Harry nacisnął przycisk dzwonka.
-Witaj Harry! Już myślałam, że o Nas zapomniałeś! -powiedziała szczupła kobieta.
-Dzień dobry. Zapomnieć o pani? Nigdy! -blondynka zaśmiała się wesoło.
-Perrie nie ma. Wyszła gdzieś, ale niedługo powinna wrócić. Zaczekasz na nią z kolegą? -zapytała.
-Jeśli to nie problem...
-Skąd! Cieszę się, że moja córka zna kogoś tak porządnego jak ty.
-Przesadza pani... To jest Zayn. -wskazał na mnie ręką wchodząc do mieszkania.
-Dzień dobry. -wybełkotałem.
-Piękne imię. Bardzo oryginalne.
-Dziękuję. -obdarzyłem ją uśmiechem. Zdjęliśmy kurtki i buty, a pani Edwards, bo taki napis widniał na wycieraczce zaprosiła Nas do kuchni i podała nam herbatę.
-Mój mąż stwierdził, że najwyższa pora zapisać Pezz do szkoły. Wpadłam na pomysł, że może mogłaby uczyć się tam gdzie ty. -zaproponowała, gdy usiadła naprzeciw Loczka.
-To świetny pomysł! Mogłaby chodzić do klasy z Zaynem. -stwierdził.
-Więc postanowione! -dopiłem herbatę i powiedziałem, że powinienem się już zbierać. Harry nie protestował. Przed wyjściem zapytałem go, czy nie ma przypadkiem mojej książki. Pogrzebał w torbie i ją znalazł. Podając mi ją na jego nadgarstku zauważyłem rany. Udawałem, że ich nie widziałem. Pożegnałem się grzecznie i poszedłem załatwić pewną sprawę. Będąc przed domem Tomlinsona wziąłem głęboki wdech i zapukałem. Po chwili drzwi się otworzyły, a mężczyzna wpuścił mnie do środka.
-Posłuchaj. Wiem o co chodzi z Tobą i Harry'm... -zacząłem, ale mi przerwał.
-Co masz na myśli? -zapytał nie witając się nawet.
-Waszą kłótnie, a co mam mieć na myśli?
-Nie ważne... Więc co chciałeś mi powiedzieć?
-Nie przerywaj mi proszę. Przez jakiś czas Harry był dosyć radosny i wesoły. Do teraz... Od kiedy miała miejsce ta tajemnicza kłótnia i jego zniknięcie zdarza się, że w jego oczach widzę ból i cierpienie. Ten sam, który widziałem jeszcze tak niedawno... Mam na myśli okres, w którym ja go raniłem i czas wypadku. Widziałem też rany na jego ręce. Były świeższe niż pozostałe. Louis, on znowu do tego wrócił, znowu to zrobił. Mam wrażenie, że to Twoja wina, a Ty nie jesteś w stanie mu pomóc. Więc proszę Cię grzecznie, daj mu spokój. Chociaż na jakiś czas. Jeśli tego nie zrobisz to ostrzegam, że możesz nie zobaczyć w lustrze tej Twojej ślicznej buźki. Zrozumiałeś? -po niemal wykrzyczeniu mu ostatnich zdań szybko wyszedłem nie czekając na odpowiedź. O to chodzi! Brawo Malik! 1:0 dla mnie! Moim głównym kierunkiem był dom. Muszę wszystko przemyśleć... Wydarzenia z całego dnia i zmiany jakie dostrzegłem w Harry'm. To dziwne, że tak dobrze się dogaduje z tą kobietą. Kim jest Perrie? Dowiem się tego, ale nie dzisiaj...
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Witajcie! Rozdział miał pojawić się jeszcze w niedzielę, ale jakoś tak wyszło... Ważne, że udało mi się go napisać. Komentarze, które zostawiacie pod rozdziałami wiele dla mnie znaczą. Na prawdę. Po raz kolejny zapewniam, że czytam wszystko co piszecie. Możecie podpisywać się nazwami z Tweeter'a. Wciąż można zadawać pytania do postaci, ale gdy macie jakiekolwiek pytania, nie zadajcie ich pod rozdziałem (nawet jeśli są do mnie). Jeśli interesuje Was kolor butów jakie miał na sobie Zayn lub wysokość schodów w kamienicy Perrie piszcie. Nie wiem kiedy następny... Okaże się czy będę mieć czas. Może uda mi się jeszcze dziś napisać fragment. Jak zwykle postaram się w weekend. Ponownie zapraszam do ankiety po prawej stronie. Dzięki temu wiem, ile osób tak na prawdę to czyta, więc jeśli odwiedzasz tego bloga to po prostu kliknij 'Tak'.